Jeśli więc macie przypadkiem zapas śliwek węgierek i nie macie pojęcia, co z nimi zrobić - polecam przepis mojej mamy na powidła z piekarnika - idealne, niezbyt słodkie, pachnące późnym latem i leniwymi sierpniowymi porankami...
POWIDŁA Z PIEKARNIKA
czyli o przyjaźni polsko-węgierskiej
Składniki:
0,5 szklanki wody
2 łyżki masła lub margaryny
30 dkg cukru
i wielki garnek tudzież brytfanna (czyli inaczej: gęsiarka, bo tak to się gdzieniegdzie nazywa)
Przygotowanie:
Do garnka wkładamy tłuszcz. Na tym lądują śliwki, które następnie zalewamy wodą.
Garnek (bez przykrycia)wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni Celsjusza i smażymy przez około 3,5 godziny, od czasu do czasu mieszając. Dodajemy następnie cukier, mieszamy solidnie i smażymy jeszcze 0,5 godziny, aż powidła zmienią się w lśniącą masę. Wtedy wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i czekamy, aż na masie powstanie taki specyficzny "kożuszek" - wtedy zyskujemy pewność, że powidła są gotowe.
Ostatnia faza to przełożenie masy do słoików. Po upewnieniu się, że wszystkie są solidnie zamknięte, przekładamy je do dużego garnka, którego dno wykładamy ściereczką lub ręcznikiem, zalewamy wodą do mniej więcej 3/4 wysokości słoika i gotujemy przez około 15 minut. Słoiki wyjmujemy i układamy do góry dnem, aż ostygną. Tak się utrwala smaki lata... ;-) Smacznego!
Ależ mnie zainspirowałaś! Mam właśnie w piekarniku powidła:) U mnie robi się je nieco inaczej: przez kilka dni i w temperaturze ok. 100 stopni, podobno takie robione powoli nabierają jeszcze więcej aromatu... choć nie wiem ile w tym prawdy. Mniaaam, już nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuń