Co roku na początku listopada polskie media stają się przewidywalne niczym menu szkolnej stołówki na początku lat 90. XX stulecia. Wiadomo, że większość serwisów zafunduje nam w dzień Wszystkich Świętych (Dlaczego wtedy, a nie w Zaduszki? Przebóg, nie zgłębiłam jeszcze tej tajemnicy...) przegląd co ważniejszych nekrologów z ostatnich 12 miesięcy. Zmarli artyści, politycy, sportowcy, celebryci - ich czarno-białe fotosy przewijają się na ekranach telewizorów, laptopów i tabletów, w tle zaś - obowiązkowo rozbrzmiewa jakaś smętna melodyjka.
Swoistego wyłomu udało się w tym roku dokonać Kindze Rusin, która zaapelowała do rodaków, by nie kładli na grobach swych bliskich - uwaga! - wiązanek i wieńców ze sztucznych kwiatów, bo to nieekologiczne... Serio, serio! Takie bowiem kwiatki rozkładają się później na wysypiskach przez stulecia, a to wszak bardzo niedobrze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halloween. Pokaż wszystkie posty
sobota, 2 listopada 2013
poniedziałek, 5 listopada 2012
Zombie, limeryk i ogólnofilozoficzna konkluzja
Można nie lubić Halloween, ale nie da się czasami uciec od tego tematu. ;-) Dynie, duchy, przebieranki, cukierki (o, nie, Nulek, żadnych cukierków, przecież od ponad miesiąca nie jesz już słodyczy...), psikusy... Ma to swój urok. No i można poćwiczyć kreatywność.
Na przykład - popełniając limeryk przy okazji jakiegoś konkursu. Zdarzyło mi się to właśnie dziś. A przytaczam tekst ze względu na konkluzję, do jakiej doszła po lekturze tej miniaturki pewna zaprzyjaźniona filozofka.
Oto limeryk (marny, bo marny, ale mój ci on!):
No i - najcenniejszy - komentarz filozoficzny pierwszej czytelniczki:
to mogłaby być prolegomena do artykułu o kondycji współczesnych mężczyzn.
Dla takich chwil i takich rozmów warto czasem coś skrobnąć do rymu. ;-)
Na przykład - popełniając limeryk przy okazji jakiegoś konkursu. Zdarzyło mi się to właśnie dziś. A przytaczam tekst ze względu na konkluzję, do jakiej doszła po lekturze tej miniaturki pewna zaprzyjaźniona filozofka.
Oto limeryk (marny, bo marny, ale mój ci on!):
Pewien zombie, co żył w Dobrym Mieście,
skonsumować chciał związek nareszcie.
Lecz gdy chwila nastała,
odpadła mu... część ciała
strategiczna. Gdy znajdziecie, wskrzeście. ;)
to mogłaby być prolegomena do artykułu o kondycji współczesnych mężczyzn.
Dla takich chwil i takich rozmów warto czasem coś skrobnąć do rymu. ;-)
sobota, 27 października 2012
Z WIEDŹMOWEJ KUCHNI: Przycięte paluchy, czyli makabryczne kruche ciasteczka
Te ciastka mogłabym nazwać "Wspomnieniem Świętej Inkwizycji" - ich wygląd przypomina bowiem o czasach, kiedy kobiety podejrzane o uprawianie czarów poddawano rozmaitym "pieszczotom" polegającym na obcinaniu tego i owego, torturowaniu, nakładaniu hiszpańskich bucików i łamaniu kołem... Ech, cóż to były za czasy!
Dziś na szczęście każda szanująca się Wiedźma wie, że może o tych sprawach rozmawiać z należytym dystansem i bez obaw. Niech "Wiedźmowe paluchy", na które przepis znajdziecie poniżej, staną się symbolem tegoż dystansu. ;-) Ciasteczka są makabrycznie smakowite i idealnie nadają się na czas wiedźmowych imprez - takich jak choćby przyjmujące się w naszym kraju nieszczęsne Halloween...
Dziś na szczęście każda szanująca się Wiedźma wie, że może o tych sprawach rozmawiać z należytym dystansem i bez obaw. Niech "Wiedźmowe paluchy", na które przepis znajdziecie poniżej, staną się symbolem tegoż dystansu. ;-) Ciasteczka są makabrycznie smakowite i idealnie nadają się na czas wiedźmowych imprez - takich jak choćby przyjmujące się w naszym kraju nieszczęsne Halloween...
Subskrybuj:
Posty (Atom)