Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 grudnia 2012

Nulek w Krainie Pomiędzy

Witaj w Krainie Pomiędzy.

Tu nic nie jest na stałe, na zawsze i na pewno.
Tu ciągle znajdujesz się w połowie drogi, dokądkolwiek by ona nie prowadziła. Jak u Dantego - "w życia wędrówce, na połowie czasu"...
Tu jeszcze wszystko może się zdarzyć - choć przecież wcale nie musi... 




Istnienie Krainy Pomiędzy odkryłam dziś popołudniu w Muzeum Sztuki Współczesnej, do którego zawędrowałyśmy z Wiedźmą Joasią, by nadrobić nieco kulturalne zaległości. Muszę przyznać w tym miejscu, że do sztuki współczesnej - czyli do wszystkiego, co powstało po 1939 roku - podchodzę z założenia niczym pies do jeża. Powolutku. Nieufnie. I w pełnej gotowości do odwrotu - gdy tylko zajdzie taka potrzeba... 

Nie rozumiem tych nowoczesnych happeningów, nie znam się na post-teoriach i post-nurtach. Czarny kwadrat na białym tle to dla mnie dowcip, nie zaś dzieło warte miliony... Mimo to zdarza mi się odwiedzać świątynie nowoczesnej sztuki - choćby po to, by utwierdzać się w przekonaniu, że to zupełnie nie moja bajka...

A jednak - znalazłam w MoCAKu miejsce dla siebie i swojej nieufności. 
Maleńką salkę wydzieloną z wystawy czasowej, pełną światła i liter układających się w to jedno słowo: "między". 



piątek, 14 grudnia 2012

ANULOWYM OKIEM: Bruno, nareszcie!

Czas na ciąg dalszy relacji z mojego kulturalnego czwartku w Krakowie. :-) Zostawiłam Was wczoraj z Franzem Kafką nie bez kozery - bo postać ta stanowi łącznik między Warholem a artystą, którego prace obejrzałam później w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego. Artystą, którego Kafka fascynował i którego nazwisko znalazło się nawet na stronie tytułowej polskiego wydania Procesu, choć z wydaniem tejże książki nie miał w gruncie rzeczy nic wspólnego, użyczając jedynie swego nazwiska narzeczonej, która przetłumaczyła powieść.



czwartek, 13 grudnia 2012

ANULOWYM OKIEM: Srebrny Andy i jego cień

Jak dobrze znów być - choć na tydzień - w Krakowie! Nawet za tym nieszczęsnym smogiem stęskniłam się już nieco, przebywając na moich rodzimych nizinach. Jak dobrze ujrzeć znów anioły na rondach w centrum, choinkę na Rynku, komin Bonarki rozjaśniający tę ciemną (podobno jedną z najciemniejszych w tym roku) noc... I jak dobrze móc się znów cieszyć bliskością rozmaitych wydarzeń kulturalnych, bez konieczności odbywania kilkudziesięciokilometrowych pielgrzymek.

Muszę dobrze wykorzystać ten czas. Zaczęłam już dziś, mocnym wstępem w postaci dwóch wystaw odbywających się właśnie w naszym zacnym grodzie. Na jedną z nich czekałam już od dawna. O drugiej dowiedziałam się przypadkiem. Wiem, trochę wstyd, że tak słabo orientuję się w kalendarzu krakowskich imprez i wydarzeń, ale odległość 500 km i mój grodziski, pustelniczy tryb życia robią swoje... Zresztą, nieważne. Grunt, że mogłam się dziś nurzać w kulturze!



Mick Jagger widziany oczyma... no właśnie - kogo? ;-)