Co jakiś czas możemy usłyszeć w mediach, że Polacy to naród uwielbiający narzekać. Czy rzeczywiście jesteśmy takimi marudami? Czy faktycznie na niewinne pytanie "Co słychać?" odpowiadamy zazwyczaj litanią pretensji, wyrzucając z siebie niczym gejzer kolejne fale rozgoryczenia, smutku i złości? A może ten stereotyp dotyczy wyłącznie starszych pokoleń - tych, które równie stereotypowo gloryfikują teraz czasy komunizmu, twierdząc, że dawniej żyło się lepiej (jakby psychologowie już dawno temu nie udowodnili, że to po prostu nasz mózg woli zapamiętywać z przeszłości dobre rzeczy, a kasować te złe)?
Moje pokolenie, atakowane zewsząd propagandą sukcesu i amerykańskimi filmami familijnymi ("Hi, how are you?", "Thanks, I'm fine! And you?" "Fine, great, wonderful! Thanks!"), chyba już tak otwarcie narzekać nie potrafi. A może tylko tak mi się wydaje, bo opieram się na własnych wrażeniach i przeżyciach? Może to kwestia wychowania?
Moi rodzice nauczyli mnie jednego: że muszę sobie w każdej sytuacji radzić sama. Pisałam już kiedyś o moim "zosiosamosizmie". Coraz częściej łapię się jednak na tym, że owa samodzielność i ambicja, by z każdym problemem radzić sobie samodzielnie, to nie wszystkie objawy mojego "skrzywienia". Problem pojawia się nawet wtedy, kiedy trzeba pogadać o... problemach właśnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Intuicja - czyli o tym, jak się kiedyś pomyliłam w szkolnym wypracowaniu...
Mój polonista w liceum ekonomicznym - niezapomniany pan Jarek Cz. (nigdy za mną nie przepadał, ale mimo to wspominam go z umiarkowanym sentymentem) - słynął z niekonwencjonalnego stylu prowadzenia lekcji i z nietypowych tematów wypracowań. Do dziś mam w swoim tajnym archiwum grubą tekę pełną zapisanego drobnym, regularnym pismem (kiedyś MIAŁAM ładne pismo, teraz to najwyżej mogę sobie dobrać ładną czcionkę...) papieru kancelaryjnego. I czasem zaglądam sobie do niej, żeby przekonać się, o czym myślałam i jakie nachodziły mnie pomysły w tych szalonych, nastoletnich czasach...
Ostatnio rzucił mi się w oczy arkusz z tematem, który sprawił mi ogromny kłopot - pamiętam to doskonale nawet teraz, choć minęła już ponad dekada od chwili, w której obgryzałam skuwkę długopisu nad czystą kartką papieru, męcząc się straszliwie.
Myślę, więc jestem.
Czuję, więc jestem.
Działam, więc jestem.
Wskaż, które z twierdzeń najlepiej charakteryzuje Twoją postawę i uzasadnij swój wybór, przywołując również stosowne teksty kultury.
Tak mniej więcej (odtwarzam tytuł z pamięci, bo tu - w Krakowie - nie mam mojej tajnej teczki pod ręką) brzmiało polecenie pana Jarka. A co wybrałam?
Ostatnio rzucił mi się w oczy arkusz z tematem, który sprawił mi ogromny kłopot - pamiętam to doskonale nawet teraz, choć minęła już ponad dekada od chwili, w której obgryzałam skuwkę długopisu nad czystą kartką papieru, męcząc się straszliwie.
Myślę, więc jestem.
Czuję, więc jestem.
Działam, więc jestem.
Wskaż, które z twierdzeń najlepiej charakteryzuje Twoją postawę i uzasadnij swój wybór, przywołując również stosowne teksty kultury.
Tak mniej więcej (odtwarzam tytuł z pamięci, bo tu - w Krakowie - nie mam mojej tajnej teczki pod ręką) brzmiało polecenie pana Jarka. A co wybrałam?
wtorek, 15 maja 2012
Kto się boi pisma?
Czasami nachodzi mnie nieodparte wrażenie, że XXI wiek ktoś kiedyś nazwie wiekiem wielkiego powrotu do oralności - w rozumieniu zgodnym z tytułem książki W. Onga Oralność i piśmienność, rzecz jasna. Przekonuje mnie do tego nie tylko coraz bardziej nonszalanckie podejście kolejnych pokoleń do kwestii ortografii, interpunkcji czy w ogóle - dbałości o pisemne formy komunikacji - i wzrastająca w społeczeństwie tendencja do unikania lektury tekstów dłuższych niż kilkuakapitowe, lecz również niechęć, granicząca z zabobonnym wręcz lękiem, przed składaniem jakichkolwiek pisemnych deklaracji...
Bo pismo ma niezwykłą moc, proszę Państwa. Zwłaszcza pismo oficjalne, wydrukowane, opieczętowane i zwieńczone zamaszystą parafką. Pisząc, zostawiamy ślad po sobie - czy to w Wielkiej Sieci, czy to w tajnych archiwach firm, banków, urzędów wszelkiej maści... Dajemy losowi wyraźny sygnał: tu jestem, to jest moje zdanie, taką decyzję podjęłam i nie wyprę się tego, bo potwierdziłam ją swoją niepowtarzalną sygnaturą.
Nie każdy z nas gotów jest do podjęcia tego ogromnego ryzyka.
Przekonała się o tym ostatnio moja mama.
Bo pismo ma niezwykłą moc, proszę Państwa. Zwłaszcza pismo oficjalne, wydrukowane, opieczętowane i zwieńczone zamaszystą parafką. Pisząc, zostawiamy ślad po sobie - czy to w Wielkiej Sieci, czy to w tajnych archiwach firm, banków, urzędów wszelkiej maści... Dajemy losowi wyraźny sygnał: tu jestem, to jest moje zdanie, taką decyzję podjęłam i nie wyprę się tego, bo potwierdziłam ją swoją niepowtarzalną sygnaturą.
Nie każdy z nas gotów jest do podjęcia tego ogromnego ryzyka.
Przekonała się o tym ostatnio moja mama.
środa, 25 kwietnia 2012
Siła przyzwyczajenia. Rzecz o zdradzie, automobilach i nie tylko
Jak ja łatwo przyzwyczajam się do luksusu! Nieważne, czy ten luksus to nowy samochód, wygodniejsze mieszkanie, sukienka zamiast starych dżinsów czy może... drugi człowiek. Wystarcza mi kilka dni i cichcem, chyłkiem zdradzam samą siebie, swoją dawniejszą wersję, która mówiła: "Nie, nie, mnie to niepotrzebne, ja sobie doskonale radzę, poprzestając na tym, co mam, co mi już dano". Farsa...
Ostatnio ofiarą takiej właśnie zdrady padła moja biedna, kochana Biała Strzała. A wszystko przez szefów, którzy oznajmili mi radośnie jakiś czas temu, że powinnam pojechać na Targi Wydawców Katolickich do Warszawy służbowym samochodem. I... pojechałam.
Dowcip polega na tym, że auto, które mi przydzielono, to Volkswagen Touran. Sporawy, rzekłabym. Zwłaszcza w porównaniu z moim miniaturowym, kochanym Cinquecento. Przyznam, że zasiadając po raz pierwszy na fotelu kierowcy tego giganta, spanikowałam. Przyciski, wajchy, wskaźniki na elektronicznym wyświetlaczu, podgrzewane siedzenia i ogrom przestrzeni w środku... jak ja tym będę jeździć? Ja, przyzwyczajona do zwrotnego i wszędzie mieszczącego się Fiatka?
niedziela, 26 lutego 2012
Sztuka milczenia
"Nim coś powiesz - zmilcz, nim coś powiesz - zważ..." - śpiewa Anna Jantar w jednej z tych starych piosenek, w które szczególnie lubię się wsłuchiwać, bo chociaż wydają się zabawnie patetyczne, to jednak mają w sobie porcję prawdy wywołującej lekki, nagły dreszcz wzdłuż kręgosłupa, niekoniecznie moralnego. Rzadko jednak, przyznam się tu bez ogródek, stosuję się do tej rady z pierwszych wersów...
Milczenie? No cóż, nie jest to dla mnie stan naturalny, choć i mnie się ono przytrafia od czasu do czasu. Zwykle jednak moim żywiołem pozostaje słowo - mówione, myślane i pisane. Mam w sobie silną potrzebę kreowania świata słowem i opowiadania go - sobie i innym. Zresztą - ten blog to kolejny dowód na to, że cierpię na coś w rodzaju myślo- lub słowotoku. W ten sposób po prostu oswajam rzeczywistość. I ludzi. I siebie samą po trosze.
Ale nawet mnie niekiedy zdarza się zamilknąć. I ćwiczę się w tej sztuce z cierpliwością, o jaką mało kto mnie chyba podejrzewa.
niedziela, 12 lutego 2012
Nawet Tuwim pisał o mnie...
Wczoraj przypominałam sobie księżycowego Andrzeja Bursę. Dziś przyszedł mi do głowy inny poeta, równie bliski, choć definiujący świat zupełnie inaczej. O Julianie Tuwimie i jego wierszach mogłabym pisać sporo - i pewnie jeszcze będę - ale dziś przypomniał mi się bardzo konkretny i wyjątkowy, bo skierowany do dość młodego odbiorcy, tekst. Tekst o mnie.
Jest taka Zosia,
Nazwano ją Zosia-Samosia,
Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"
Ważna mi dama!
Kto czytał, ten wie, że Zosiny wizerunek w oczach podmiotu lirycznego nie przedstawia się najlepiej. Ale ja nie o tym... Przypomniałam tutaj ten uroczy, acz złośliwy wierszyk, bo sama zostałam już u zarania dziejów zaprogramowana na "zosiosamosizm". A początek 2012 roku przyniósł mi kilka okazji do przemyślenia tej właśnie cechy mojego charakteru.
Jest taka Zosia,
Nazwano ją Zosia-Samosia,
Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"
Ważna mi dama!
Kto czytał, ten wie, że Zosiny wizerunek w oczach podmiotu lirycznego nie przedstawia się najlepiej. Ale ja nie o tym... Przypomniałam tutaj ten uroczy, acz złośliwy wierszyk, bo sama zostałam już u zarania dziejów zaprogramowana na "zosiosamosizm". A początek 2012 roku przyniósł mi kilka okazji do przemyślenia tej właśnie cechy mojego charakteru.
piątek, 10 lutego 2012
Post poniekąd ornitologiczny
Już pewnie nie pamiętasz, kiedy po raz pierwszy pojawiło się uczucie, że coś jest nie tak. Coś nie pasuje. Czy przyszło ono nagle, czy może zanosiło się na nie od dawna? Co czułaś? Rozczarowanie? Wstyd? Gniew? Czy tylko zaskoczenie?
Odświeżę Ci pamięć.
Miałaś wtedy jakieś 8 lat. Rozczochrana mała chłopczyca z wiecznie porozbijanymi kolanami, zapamiętała wielbicielka "Policjantów z Miami" i zabawy w podchody. Do kompletu - młodsza siostra, 2-letni pucołowaty aniołek z wielkimi niebieskimi oczkami oraz brązowymi lokami dookoła kształtnej główki.
Jesteście z tatą w wypożyczalni filmów video. Stoicie obok półki z bajkami. Mała zapatrzona w kolorowe obrazki - jest początek lat 90. XX wieku, feeria kolorów to wciąż zjawisko nowe i fascynujące po latach peerelowskiej szaroburości. Trudno jednak skupić się na chłonięciu wzrokiem tej enklawy zachodniego kolorystycznego dobrobytu, bo ni stąd, ni zowąd podchodzi do Was właścicielka wypożyczalni. Podchodzi, kuca i zaczyna zachwycać się małą - jakież to śliczne dziecko, a te oczka, a ta buźka, a te loczki, a te policzki, masz dziecko kolorowaneczkę, taka śliczna jesteś, no masz, nie wstydź się, taki aniołeczek uroczy...
Odświeżę Ci pamięć.
Miałaś wtedy jakieś 8 lat. Rozczochrana mała chłopczyca z wiecznie porozbijanymi kolanami, zapamiętała wielbicielka "Policjantów z Miami" i zabawy w podchody. Do kompletu - młodsza siostra, 2-letni pucołowaty aniołek z wielkimi niebieskimi oczkami oraz brązowymi lokami dookoła kształtnej główki.
Jesteście z tatą w wypożyczalni filmów video. Stoicie obok półki z bajkami. Mała zapatrzona w kolorowe obrazki - jest początek lat 90. XX wieku, feeria kolorów to wciąż zjawisko nowe i fascynujące po latach peerelowskiej szaroburości. Trudno jednak skupić się na chłonięciu wzrokiem tej enklawy zachodniego kolorystycznego dobrobytu, bo ni stąd, ni zowąd podchodzi do Was właścicielka wypożyczalni. Podchodzi, kuca i zaczyna zachwycać się małą - jakież to śliczne dziecko, a te oczka, a ta buźka, a te loczki, a te policzki, masz dziecko kolorowaneczkę, taka śliczna jesteś, no masz, nie wstydź się, taki aniołeczek uroczy...
niedziela, 5 lutego 2012
Prysznicowa metafora
Lubię poranne prysznice. Solidna porcja gorącej wody tuż po przebudzeniu pozwala mi szybciej odzyskać przytomność i wejść na odpowiednio wysokie obroty. Zwłaszcza teraz, gdy lutowe mrozy przenikają ściany mojej małej pustelni na wskroś.
Porzucenie ciepłej piżamy i postawienie stóp na zimnej powierzchni brodzika wymaga wprawdzie pewnej dozy odwagi, podobnie jak odkręcenie kurka, ze świadomością, że na pewno pierwsza porcja wody, która wydobędzie się z słuchawki prysznicowej, będzie lodowata. Jednak już po chwili zaczynam całą skórą odczuwać i chłonąć ciepło. Dobre, życiodajne ciepło, które zmywa resztki snu z powiek i które pozwala na kilka chwil zapomnieć o pustce i o zimnie.
Porzucenie ciepłej piżamy i postawienie stóp na zimnej powierzchni brodzika wymaga wprawdzie pewnej dozy odwagi, podobnie jak odkręcenie kurka, ze świadomością, że na pewno pierwsza porcja wody, która wydobędzie się z słuchawki prysznicowej, będzie lodowata. Jednak już po chwili zaczynam całą skórą odczuwać i chłonąć ciepło. Dobre, życiodajne ciepło, które zmywa resztki snu z powiek i które pozwala na kilka chwil zapomnieć o pustce i o zimnie.
sobota, 28 stycznia 2012
Czasem nawet Wiedźmie marznie serce
Rzadko zdarzają mi się chwile duchowej słabości. Kolor oczu zobowiązuje - zieleń oznacza przecież nadzieję. Ale przychodzą momenty, w których nawet moje oczy szarzeją...
...ze strachu.
...ze smutku.
...z bezradności.
Dorastałam, wiedząc, że mogę liczyć przede wszystkim na siebie samą. W ten sposób wyrobiłam w sobie przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych - to tylko kwestia uporu i dobrego planu. Ot, takie młodzieńcze złudzenia. Bo prawda jest taka, że nawet najlepszy plan może runąć przez zwykłą złośliwość losu.
Dorastałam, wiedząc, że mogę liczyć przede wszystkim na siebie samą. W ten sposób wyrobiłam w sobie przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych - to tylko kwestia uporu i dobrego planu. Ot, takie młodzieńcze złudzenia. Bo prawda jest taka, że nawet najlepszy plan może runąć przez zwykłą złośliwość losu.
sobota, 21 stycznia 2012
Lęki wieczorne
Są jeszcze na tym zwariowanym świecie ludzie, którzy usiłują mi od czasu do czasu wmawiać, jaka to odważna i dzielna jestem. Niekiedy po prostu pomijam te uwagi wzruszeniem ramion i błyskawiczną (zazwyczaj udaną) próbą zmiany tematu. Czasami jednak mam ochotę zaśmiać się takiemu "wmawiaczowi" prosto w twarz, gorzkim, iście wiedźmowym śmiechem. Ja? Odważna? Co ty o mnie wiesz, człowieku?
Bo w rzeczywistości jestem strasznym tchórzem. I - jak się tak głębiej zastanowię - dochodzę nawet do zaskakującego wniosku, że strach motywuje właściwie większość moich pokrętnych działań.
Działam, maluję, pichcę, czytam, robię zdjęcia - bo boję się bezczynności.
Pracuję - bo boję się, że bez zajęcia zwariuję.
Jeżdżę to tu, to tam - bo boję się, że zastygnę w bezruchu, że coś przegapię.
Ganiam na fitness i na basen - bo boję się, że moje ciało kiedyś odmówi mi posłuszeństwa, jeśli nie będę go tego posłuszeństwa uczyć już teraz...
I piszę też ze strachu. Bo boję się zapomnieć.
Bo w rzeczywistości jestem strasznym tchórzem. I - jak się tak głębiej zastanowię - dochodzę nawet do zaskakującego wniosku, że strach motywuje właściwie większość moich pokrętnych działań.
Działam, maluję, pichcę, czytam, robię zdjęcia - bo boję się bezczynności.
Pracuję - bo boję się, że bez zajęcia zwariuję.
Jeżdżę to tu, to tam - bo boję się, że zastygnę w bezruchu, że coś przegapię.
Ganiam na fitness i na basen - bo boję się, że moje ciało kiedyś odmówi mi posłuszeństwa, jeśli nie będę go tego posłuszeństwa uczyć już teraz...
I piszę też ze strachu. Bo boję się zapomnieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)