Anegdotę o trzepocie skrzydeł motyla w Massachusetts, który wywołać może burzę w Szczebrzeszynie, zna chyba każdy - jeśli nie z opracowań dotyczących teorii chaosu, to z głośnego filmu z Ashtonem Kutcherem. No, ewentualnie z "Motyliady" Grzegorza Turnaua i Basi Gąsienicy-Giewont - całkiem przyjemnej piosneczki poświęconej innemu badaczowi chaosu - prof. Marianowi Mrozkowi.
Motyl - stworzonko piękne i pełne gracji - idealnie wpasował się w historyjkę, łącząc naukę z poezją.
No, ale... nie każdy zasłużył sobie na motyla.
Są bowiem na tym świecie jednostki tak ponure, tak przyziemne, tak pozbawione poezji i - nomen omen - polotu, że los (a może - chaos?) nie chce na nie marnować subtelnych symboli. Pewnie dlatego zamiast efektu motyla doznałam dziś... efektu gołębia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciemność. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 grudnia 2015
środa, 30 września 2015
Potwór spod łóżka
Skrzynia na pościel pachnie kurzem, który gromadzi się nocą na snach, a później, zmieciony z nich pierwszą falą poranka, opada właśnie tutaj, pod tapczan, osiadając na uwięzionych w ciepłej i poskrzypującej miarowo ciemności prześcieradłach, poszewkach, kocach... Nie ma tu światła ani świata. Nawet czas boi się zaglądać do środka, żeby nie przepaść na zawsze wśród smutnych resztek nocnych rojeń.
A może to mnie się obawia?
Jestem przecież potworem spod łóżka.
Niewiele mam wspólnego z osławionymi i nieuchwytnymi cieniami rodem z dziecięcej wyobraźni. Nie błąkam się na granicy jawy i snu, nie przegoni mnie blask nocnej lampki ani uspokajające głosy rodziców. Ja istnieję. Namacalnie. Tu i teraz. A moja miękkość i delikatność to tylko pozory. Pod nimi kryje się prawda - twarda, gładka, bezlitosna. To właśnie za nią skazano mnie na banicję.
Początek mojej historii przypomina piękną baśń: opowieść o dwóch siostrach, bliźniaczkach, które wiodły szczęśliwe życie w miękkim królestwie nocy. Naszym przeznaczeniem było służyć wiernie i dobrze ludzkim snom. Ale tylko jedna z nas wypełniła swoją misję. Nie ja. Moich usług nikt nie potrzebował. Nie na długo. Nie na stałe.
Pustka, która mnie otaczała, początkowo wydawała się błahostką. Ot, stan przejściowy. Chwila spokoju. Nie wiem, kiedy zmieniła się w oskarżenie. W końcu stała się wyrokiem.
Przestałam być potrzebna w tej samej chwili, w której swój termin przydatności do przeżycia przekroczyło kilka powierzonych mojej opiece marzeń: o domu, o rodzinie, o standardowej egzystencji zgodnej z wytycznymi ekspertów. Razem z nimi upadłam w mrok. I czaję się tutaj, naga jak prawda, jak wypełniony pierzem wyrzut sumienia.
Jestem przecież potworem, wiem.
Jestem tą drugą, zbędną poduszką.
A może to mnie się obawia?
Jestem przecież potworem spod łóżka.
Niewiele mam wspólnego z osławionymi i nieuchwytnymi cieniami rodem z dziecięcej wyobraźni. Nie błąkam się na granicy jawy i snu, nie przegoni mnie blask nocnej lampki ani uspokajające głosy rodziców. Ja istnieję. Namacalnie. Tu i teraz. A moja miękkość i delikatność to tylko pozory. Pod nimi kryje się prawda - twarda, gładka, bezlitosna. To właśnie za nią skazano mnie na banicję.
Początek mojej historii przypomina piękną baśń: opowieść o dwóch siostrach, bliźniaczkach, które wiodły szczęśliwe życie w miękkim królestwie nocy. Naszym przeznaczeniem było służyć wiernie i dobrze ludzkim snom. Ale tylko jedna z nas wypełniła swoją misję. Nie ja. Moich usług nikt nie potrzebował. Nie na długo. Nie na stałe.
Pustka, która mnie otaczała, początkowo wydawała się błahostką. Ot, stan przejściowy. Chwila spokoju. Nie wiem, kiedy zmieniła się w oskarżenie. W końcu stała się wyrokiem.
Przestałam być potrzebna w tej samej chwili, w której swój termin przydatności do przeżycia przekroczyło kilka powierzonych mojej opiece marzeń: o domu, o rodzinie, o standardowej egzystencji zgodnej z wytycznymi ekspertów. Razem z nimi upadłam w mrok. I czaję się tutaj, naga jak prawda, jak wypełniony pierzem wyrzut sumienia.
Jestem przecież potworem, wiem.
Jestem tą drugą, zbędną poduszką.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Jak Nula została królową ciemności
Choć z natury jestem ciemną blondynką - a przynajmniej taki kolor wmawiają mi zazwyczaj fryzjerzy - i wiedźmą, czyli przedstawicielką sfery zła, mroku i ciemnych mocy, nigdy jakoś nie przepadałam za absolutną ciemnością. Lubię świece, ogniska, lampy stołowe, łagodnym kręgiem blasku wyznaczające granicę między tym, co widome, a tym, co pozostaje ukryte w miękkim, bezdźwięcznym cieniu. Lubię widzieć. Zwłaszcza gdy pracuję.
Każda wiedźma jest też zazwyczaj czyjąś córką (i nie mam tu na myśli bycia metaforycznym pomiotem szatana etc.). Tak się składa, że ja jestem dziecięciem elektryka (jak to było w przysłowiu - pod latarnią najciemniej?). Niepraktykującego na co dzień, gwoli ścisłości, ale jednak elektryka pełną gębą. A co za tym idzie, wszelkie kryzysy związane z prądem do tej pory rozwiązywałam zaocznie - wzywając na pomoc staruszka albo choć konsultując z nim większość działań. Inna rzecz, że zwykle problemów tego typu nie miewałam - omijały mnie? - toteż umiem zabezpieczyć ścianę przed kopaniem przy malowaniu, radzę sobie z wymianą żarówek i... już. Nie musiałam jakoś nigdy stawać wobec konieczności większych ingerencji. A w Grodzisku - czyli w domu, w którym ewentualnie co jakiś czas zdarzały się elektro-awarie - jest od tego ojciec. To się wie.
I to się mści.
A przynajmniej... zemściło się dzisiaj. ;-)
Każda wiedźma jest też zazwyczaj czyjąś córką (i nie mam tu na myśli bycia metaforycznym pomiotem szatana etc.). Tak się składa, że ja jestem dziecięciem elektryka (jak to było w przysłowiu - pod latarnią najciemniej?). Niepraktykującego na co dzień, gwoli ścisłości, ale jednak elektryka pełną gębą. A co za tym idzie, wszelkie kryzysy związane z prądem do tej pory rozwiązywałam zaocznie - wzywając na pomoc staruszka albo choć konsultując z nim większość działań. Inna rzecz, że zwykle problemów tego typu nie miewałam - omijały mnie? - toteż umiem zabezpieczyć ścianę przed kopaniem przy malowaniu, radzę sobie z wymianą żarówek i... już. Nie musiałam jakoś nigdy stawać wobec konieczności większych ingerencji. A w Grodzisku - czyli w domu, w którym ewentualnie co jakiś czas zdarzały się elektro-awarie - jest od tego ojciec. To się wie.
I to się mści.
A przynajmniej... zemściło się dzisiaj. ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)