Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prowincja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prowincja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 grudnia 2012

ANULOWYM OKIEM: Srebrny Andy i jego cień

Jak dobrze znów być - choć na tydzień - w Krakowie! Nawet za tym nieszczęsnym smogiem stęskniłam się już nieco, przebywając na moich rodzimych nizinach. Jak dobrze ujrzeć znów anioły na rondach w centrum, choinkę na Rynku, komin Bonarki rozjaśniający tę ciemną (podobno jedną z najciemniejszych w tym roku) noc... I jak dobrze móc się znów cieszyć bliskością rozmaitych wydarzeń kulturalnych, bez konieczności odbywania kilkudziesięciokilometrowych pielgrzymek.

Muszę dobrze wykorzystać ten czas. Zaczęłam już dziś, mocnym wstępem w postaci dwóch wystaw odbywających się właśnie w naszym zacnym grodzie. Na jedną z nich czekałam już od dawna. O drugiej dowiedziałam się przypadkiem. Wiem, trochę wstyd, że tak słabo orientuję się w kalendarzu krakowskich imprez i wydarzeń, ale odległość 500 km i mój grodziski, pustelniczy tryb życia robią swoje... Zresztą, nieważne. Grunt, że mogłam się dziś nurzać w kulturze!



Mick Jagger widziany oczyma... no właśnie - kogo? ;-)


piątek, 9 marca 2012

Wiedźma w wielkim świecie, czyli kilka refleksji na koniec Dnia Kobiet

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie przyczepiają mi łatkę "feministki", a nawet "wojującej feministki". To, że nie grzeszę urodą, jestem wredna i od czasu do czasu lubię sobie pożartować ze słabości płci przeciwnej, nie oznacza wcale, że należy mnie stawiać w jednym szeregu z Kazimierą Szczuką czy Manuelą Gretkowską. Bo ja - wbrew pozorom - jestem w głębi duszy tradycjonalistką, ceniącą sobie święty spokój domowego ogniska (cóż z tego, że ognisko owo jest wybitnie jednoosobowe?...), porządek, dobrą kuchnię i klasyczny podział ról w społeczeństwie. I kwiatki na Dzień Kobiet, o zgrozo!

Tak, tak, 8 marca wcale nie budzi we mnie zgrozy. Nie mruczę pod nosem przekleństw na myśl o tym komunistycznym święcie wymyślonym po to, by kobietom na traktorach i przy tokarkach zrobiło się choć raz w roku miło i ciepło na duszach. ;-) Ba, nawet uśmiecham się szczerze do wszystkich, którym przyszło do głowy, by złożyć mi życzenia. Zwłaszcza, gdy są to życzenia złożone osobiście, a nie wklejony na FB, a wcześniej - skopiowany z Internetu - mniej lub bardziej dowcipny wierszyk czy pioseneczka. Jak na tym obrazku, który specjalnie wrzuciłam sobie na tablicę dziś, tuż po północy.



Muszę przyznać - prawie podziałało. ;-) 


niedziela, 29 stycznia 2012

"W imię Jakuba S." - wyznanie prowincjuszki

Dziewczyny z prowincji lubią teatr. 


Wywozi się je zatem - przyodziane w białe bluzeczki i granatowe spódnice - raz na jakiś czas do miasta wojewódzkiego, oddalonego od ich rodzinnej miejscowości o 50 kilometrów, by mogły - z półotwartymi buziami, z oczami w słup - zakosztować Wielkiej Sztuki. Wsiadają później do autokaru i, nieco oszołomione, nieco senne, ale i lekko napuszone, dumne z tej wizyty w wielkomiejskiej rzeczywistości, wracają do domów, by przy kuchennym stole streszczać zasłuchanym rodzicom i rodzeństwu to, co zdołały sobie przyswoić.


Tak, dziewczyny z prowincji lubią teatr. Gdy jednak przeprowadzają się do wielkich miast na stałe, to lubienie zostaje czasami zastąpione poczuciem obowiązku. Muszą bywać. W knajpach, na koncertach, w teatrach. Im więcej bywają, tym szybciej tracą to, co najcenniejsze - naiwne zadziwienie wszystkim tym, co oglądają na scenach. Szczery zachwyt zastępują melanżem cytatów z najświeższych recenzji i słownikowymi terminami przyswojonymi "w towarzystwie". I galopem nadrabiają zaległości, byle tylko nie wydało się, że nie widziały najnowszej sztuki pana X. i że nie mają pojęcia o skandalu wywołanym na scenie przez panią Y. Nie wypada...