Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

Korepetycje pilnie potrzebne!

Ironia losu. Dawno, dawno temu byłam święcie przekonana, że - prędzej czy później - wyląduję w szkole jako belfer. Nie przerażała mnie ta wizja, choć też nie sprawiała jakiejś szczególnej przyjemności. Ot, jakaś wersja planu na życie - przyzwoitego, solidnego, z odpowiednią dawką papierkowej roboty i kontaktu z ludźmi, który - mimo towarzyszącej mu wciąż nieśmiałości - lubię.

Plan nie wypalił. Pożyłam trochę. Dorobiłam się innej, ciekawszej, choć i trudniejszej wersji. I jakoś leci. Jakoś. 

Ale w przyrodzie nic nie ginie. O nie... Moja niedoszła belferska przeszło-przyszłość postanowiła upomnieć się o swoje prawa, fundując mi porządnego prztyczka w nos. Za karę. Z czystej złośliwości. Z perfidią godną uwiecznienia.

W efekcie dziś to mnie przydałby się nauczyciel. 
Mam już serdecznie dość swojego niedoedukowania w pewnych kwestiach.
A że człowiek uczy się ponoć całe życie...

Niniejszym ogłaszam POSZUKIWANIA KOREPETYTORA!
Najlepiej o
d zaraz. Pilne!

Zakres obowiązków nie jest zbyt skomplikowany.

środa, 23 maja 2012

Dyjak. Kondrak. Nulek.

Są piosenki, które skradają się do nas na paluszkach, a później - z zaskoczenia - uderzają w samo sedno. Są artyści, którzy tych piosenek mają w repertuarze więcej niż inni, zupełnie jakby los dał im dodatkowy przydział intuicji. Zasłyszani przypadkiem, zapadają głęboko w pamięć i w uszy. Nie chodzi tylko o barwę głosu - to raczej kwestia odpowiedniej i niepowtarzalnej kombinacji warunków wokalnych i wrażliwości, pozwalającej dobierać najcelniejsze teksty oraz dźwięki. 

Do takich właśnie przypadkowych i cudownych odkryć należą dwaj śpiewający panowie, których łączy bardzo ważna dla mnie piosenka. Marek Dyjak, obdarzony niskim, dźwięcznym głosem kogoś, kto musiał już kiedyś osobiście zwiedzić piekło. I Jan Kondrak, bard, poeta, prawdziwy sztukmistrz z Lublina. A w tym wszystkim tkwię jeszcze ja, Nulek, porwana przez muzykę.


niedziela, 13 maja 2012

Niezbyt uduchowione wyznanie

Każdy, kto widział choć kilka amerykańskich filmów i seriali, kojarzyć powinien, jak wyglądają tamtejsze nabożeństwa w kościołach chrześcijańskich. Chóry wyśpiewujące chwałę Pana, pastorowie wykrzykujący z emfazą rozmaite aklamacje, wierni wyrażający swoje emocje w tańcu i oklaskach... Oczywiście, jest to obraz spłycony, wizja na użytek widza niepotrzebującego zbytniego zagłębiania się w kwestie teologiczne. Ot, barwny obrazek, ciekawostka.

A jednak - dziś właśnie miałam okazję obejrzeć ów obrazek z bliska i na własne oczy, a wszystko to dzięki Terry'emu Virgo, mówcy, pisarzowi i założycielowi wspólnoty kościołów neocharyzmatycznych Newfrontiers. W Krakowie odbyło się dziś spotkanie modlitewne z Terrym, na którym to spotkaniu znalazłam się ze względów zawodowych, jako że moje wydawnictwo opublikowało najważniejszą książkę tegoż autora i ktoś ją musiał sprzedawać. A że ja lubię takie kiermasze, padło na mnie.