Nie będę zaprzeczać. Znowu to zrobiłam. Kilkanaście dni temu bezczelnie, z premedytacją i pewnym krokiem, choć bez zbędnych fanfar i tortów (bo co to za frajda, gdy się samej sobie piecze tort?), wkroczyłam w kolejny rok życia, kończąc straszliwe 31 lat.
Niby nic. Przecież na ogół to 30. urodziny uznawane są za te wyjątkowe i znaczące - bo zmienia się cyferka na początku, bo człowiek wkracza w nowy etap dorosłości, bo dla kobiety to taka trauma... 31. rocznica przyjścia na świat wygląda przy tym niepozornie. Ani to okrągłe, ani efektowne, ani się nie dzieli na jakieś rozsądne etapy. W sumie - bardzo niewygodna sprawa.
A dla mnie 31 jest ważną liczbą. Bo przez ostatni rok, dzielący ją od tej krąglutkiej, słynnej 30-stki, dokonałam co najmniej 31 odkryć w różnych kategoriach. O sobie. O ludziach. I o świecie - no, może nie o całym, ale o moim z pewnością. Wypisałam je sobie, żeby, kiedy mi już przejdzie zamiłowanie do liczb pierwszych, nie zapomnieć o żadnym.
* * *
Kategoria nr 1: samookaleczenia. Potrafię sama obciąć sobie grzywkę. A jak się uprę, to i wycieniować włosy. Niby nic, ale jednak zakup nożyczek fryzjerskich i prostej maszynki z trymerem okazał się kamieniem milowym w dziejach mojej - coraz krótszej - fryzury. Nie muszę już przeżywać katuszy, czekając, aż moja ulubiona i oblegana grodziska fryzjerka będzie mieć dla mnie czas i miejsce. Tnę się. Sama. I - zgodnie z zasadą "ładnemu we wszystkim ładnie, a brzydkiemu - wszystko jedno" - nie dopuszczam do tego, by efekt, jaki by nie był, spędzał mi sen z powiek. ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 października 2015
piątek, 2 stycznia 2015
"Ważne są tylko te dni..."
Skłamałabym - a przecież nie godzi się kalać pierwszych, niezapisanych jeszcze kart stycznia ordynarnym kłamstwem - gdybym napisała, że rok 2014 będę wspominać z rozrzewnieniem. Przeciwnie: usiłując wczoraj wznieść toast, jednocześnie nie pozwalając się staranować przerażonej Aksie, która schronienia przed północnym hałasem szukała w nogawce mojej pidżamy (co dla dwudziestokilogramowego psa może stanowić drobny kłopot logistyczny), odczułam rodzaj ulgi, że ta parszywa czternastka wreszcie znika z kalendarzy, dokumentów i wszelkich czasomierzy.
Niech mija!
Niech przepada!
Nie będę za nią tęsknić.
* * *
Szampan poszumiał w głowie i zniknął, pies powoli dochodzi do siebie (w tym roku nie pomogły nawet środki uspokajające - po tym, jak 27 grudnia hotel Groklin-Rodan zafundował nam noc hałasu, Aksa była coraz bardziej nerwowa, a wczoraj i przedwczoraj przeżywała swoje małe, prywatne piekło...).
A ja?
Ja w duchu podliczam bilans rocznych zysków i strat, głupot, które popełniłam, i wiedzy nabytej czasami sporym kosztem. Nie ma co ukrywać, dostałam w tym roku po dupie i to nieźle. Zniszczyłam to i owo, pozbyłam się kilku złudzeń, kilka postaci spadło z piedestałów, które im przeznaczyłam. Bywa.
Ale też trochę wygrałam. Rozruszałam moją rodzinę, wprowadziłam w życie plan porządków i remontów w domu w Grodzisku. Zyskałam (kosztowną, ale i przydatną) wiedzę. O sobie. O ludziach. O świecie.
I choć wciąż wychodzi z tego wartość ujemna, to jednak potraktuję to jako punkt odbicia. Na przyszłość.
W końcu "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy".
Oby Grechuta się nie mylił.
Udanego nowego roku, Czytacze! :-)
Niech mija!
Niech przepada!
Nie będę za nią tęsknić.
* * *
Szampan poszumiał w głowie i zniknął, pies powoli dochodzi do siebie (w tym roku nie pomogły nawet środki uspokajające - po tym, jak 27 grudnia hotel Groklin-Rodan zafundował nam noc hałasu, Aksa była coraz bardziej nerwowa, a wczoraj i przedwczoraj przeżywała swoje małe, prywatne piekło...).
A ja?
Ja w duchu podliczam bilans rocznych zysków i strat, głupot, które popełniłam, i wiedzy nabytej czasami sporym kosztem. Nie ma co ukrywać, dostałam w tym roku po dupie i to nieźle. Zniszczyłam to i owo, pozbyłam się kilku złudzeń, kilka postaci spadło z piedestałów, które im przeznaczyłam. Bywa.
Ale też trochę wygrałam. Rozruszałam moją rodzinę, wprowadziłam w życie plan porządków i remontów w domu w Grodzisku. Zyskałam (kosztowną, ale i przydatną) wiedzę. O sobie. O ludziach. O świecie.
I choć wciąż wychodzi z tego wartość ujemna, to jednak potraktuję to jako punkt odbicia. Na przyszłość.
W końcu "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy".
Oby Grechuta się nie mylił.
Udanego nowego roku, Czytacze! :-)
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Hurtownia zmian
Czasami zazdroszczę odrobinę ludziom, których egzystencja układa się stabilnie i harmonijnie. Żyją sobie spokojnie, planują przyszłość, krok po kroku wprowadzają w swoje skrojone na miarę żywociki kolejne zmiany, dając sobie czas na zaaklimatyzowanie się, oswojenie z sytuacją... Działają stopniowo, bez zbędnego pośpiechu, raz po raz racząc się jakąś nowością i degustując rzeczywistość wzorem starożytnych smakoszy podczas wykwintnej uczty...
U mnie to przebiega inaczej.
U mnie to przebiega inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)