Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą afera. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lutego 2016

Kto umarł?

Moja babcia Felicja w ostatnich latach życia miała - między innymi - problemy ze słuchem. Kiedy więc toczyła się przy niej jakaś ożywiona rodzinna dyskusja, czy to twarzą w twarz, czy to przez telefon, zwykle w którymś jej momencie padało sakramentalne pytanie staruszki, przyzwyczajonej już do tego, że w jej wieku to najważniejszy i najbliższy temat:

- Kto umarł?

Kto umarł? Babciu, nawet sobie nie wyobrażasz, jak długą wyliczankę musiałabym Ci zaprezentować w odpowiedzi, biorąc pod uwagę tylko rok 2016. W stronę czarnej gwiazdy - a może pełnego pająków Marsa? - odszedł David Bowie. Umarł Glenn Frey, który, odkąd pamiętam, przekonywał mnie: "You belong to the city". Gdzieś zniknęli Xymena Zaniewska i Andrzej Żuławski. A zaledwie wczoraj gruchnęła wieść o śmierci Harper Lee, dzięki której już jako dziecko nauczyłam się, że lepiej jest czytać książki niż oglądać ekranizacje, oraz Umberta Eco, który każdą kolejną książką leczył mnie skutecznie z samozachwytu nad moim tzw. intelektem. A to tylko początek - ten najosobistszy - mojej listy...

Jest jednak coś, co smuci mnie znacznie bardziej niż wiadomości o kolejnych "drogich zmarłych". Im już się przecież nie da pomóc. A tymczasem tu, wśród żywych, krok po kroku, metodycznie i bez wstydu dokonuje się właśnie próba mordu na żywej legendzie.

Staram się nie pisać o polityce, bo wychodzę z założenia, że od wiadra pełnego pomyj trzeba się trzymać w bezpiecznej odległości. Ale czasem nawet ja nie wytrzymuję. Obiecuję jednak, będzie krótko.

Nie jestem fanką Lecha Wałęsy. Nie przepadam za jego stylem bycia ani za stylem blogowania, drażnią mnie jego wypowiedzi o żonie i bezrefleksyjna niekiedy skłonność do naruszania dóbr osobistych innych osób... No, nazbierałoby się trochę tych moich "ale", być może częściowo odziedziczonych po rodzicach, którzy - a jest to jedno z najstarszych wspomnień z dzieciństwa - nie głosowali na niego w pierwszej turze pamiętnych wyborów prezydenckich w 1990 roku. Woleli Mazowieckiego.

Osobiste uprzedzenia nie powinny jednak przesłaniać faktów. A fakty są takie, że Lech Wałęsa jest legendą. Nie ideałem, bo te przecież nie istnieją, ale człowiekiem, który - mimo swoich wad, chwil słabości etc. - dla Polski zrobił naprawdę wiele. I tego żadne teczki nie zmienią.

Ohydna nagonka, którą partia tymczasowo rządząca rozpętała tuż po wielkim występie "szafiarki roku" (prawa autorskie: Szymon Majewski), zanim jeszcze eksperci zabrali się na dobre za analizę wydobytych z willi Kiszczaków dokumentów, objawiane w "Wiadomościach" (cudzysłów nigdy jeszcze nie był tak adekwatny...) rewelacje o wnioskach grafologów, którzy nawet nie zdążyli się wziąć do roboty, bezrefleksyjne wypowiedzi obecnych politycznych "tuzów", z których każdy chce na aferze ugrać jak najwięcej dla siebie - cóż, jestem przekonana, że Wałęsie to nie zaszkodzi, może najwyżej - jeśli dokumenty okażą się prawdziwe - dodać do jego wizerunku typowo ludzki rys: słabość, której kiedyś tam - być może - uległ. 

Ale może zaszkodzić Polsce. I Polakom.

Bo kto będzie szanować ludzi, którzy z taką zajadłością, publicznie i bezwstydnie, srają we własne gniazdo?


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Filantropijny terroryzm

Pamiętacie piękne opowieści, których bohaterem był Robin Hood? Angielskie legendy, film z Kevinem Costnerem zna pewnie każdy, podobnie jak jego komediowy odpowiednik o słynnych facetach w rajtuzach. Z dzieciństwa pamiętam bajkę, w której legendarne postaci przybrały formę zwierzaków - niedźwiedzi, zajęcy, lisów... A jest jeszcze kilka książek - jak choćby te spisane przez honorowego obywatela Poznania, Tadeusza Kraszewskiego... 

Co łączyło te opowieści? Oczywiście główny bohater, który rabował bogatych, by to, co uzyskał, oddawać ubogim. Piękna sprawa, prawda? Urok legendy słynnego rabusia w kapturze robi swoje...

Ale do czasu. Bo kiedy się tak człowiek zastanowi, czar pryska. Czy bowiem pomaganie komuś, będące jednocześnie szkodzeniem komuś innemu, można nazwać szlachetnym? Czy cudza krzywda (nieważne, czyja - człowiek to człowiek) nie neguje samej idei pomocy?

Robin Hood i paradoks pomocy poprzez cudzą krzywdę przypomniał mi się po ostatnim weekendzie spędzonym w Grodzisku, u rodziców. Przypomniał się dość boleśnie, bo w nocy po dość męczącej i pracowitej sobocie. A konkretniej - między 23.00 a 2.30...

Powodem mojej bezsenności nie były filozoficzne rozważania o angielskich legendach. Przyczynę stanowił hałas dobiegający z obiektu mieszczącego się po drugiej stronie ulicy, czyli ze stadionu.

UWAGA! Jeśli jesteś jednostką podatną na populistyczne zagrywki, los "biednych dzieci z domów dziecka" etc., nie czytaj, bo się zirytujesz. Ja jestem nieczuła, niestety. ;)

niedziela, 6 stycznia 2013

Mój słownik. Edycja 2012


Ha! Dlaczego nikt, ale to nikt nie przypomniał mi o tym, że 2 stycznia minęła rocznica założenia bloga (pomijając fakt, że prawie nikt tych moich wypocin nie czyta)? ;-) Nieładnie... No, ale sama też muszę się pokajać, moje życie toczy się ostatnio w tak cudownie szybkim tempie, że nie miałam czasu pomyśleć o tym odpowiednio wcześnie. I jest to najlepsza, najprzyjemniejsza z możliwych wymówek!

Jednak - mimo tej wpadki kalendarzowej - przyznaję, że nie umiałabym już żyć bez pisania tutaj. Nie tylko dlatego, że uzewnętrznianie się w tej formie przynosi ulgę i pozwala uporządkować galopadę myśli w głowie, ale też dlatego, że pozwala zachować giętkość palców. Oczywiście tę metaforyczną, związaną z łatwością formułowania myśli. Od kiedy tworzę "Anulowe zapiski", idzie mi to znacznie szybciej i naturalniej - dotykam klawiatury i po prostu: odpływam... :)

Ale dziś - zamiast zwierzeń - znajdzie się tutaj coś w rodzaju podsumowania. Ot, taki mój mały słowniczek, gromadzący w kolejności alfabetycznej najważniejsze hasła, które towarzyszyły mi w 2012 roku. Kto wie, może znajdziecie tu coś... o sobie? ;-) Zapraszam do lektury i ewentualnej dyskusji. :-)

MÓJ SŁOWNIK
EDYCJA 2012


* * *

A

Afery - hasło roku, niewątpliwie. Rozkręciłam ich w tym roku kilka, a najbardziej medialne okazały się sprawy przychodni na Szwedzkiej (to jeden z nielicznych powodów, które sprawiają, że cieszy mnie wyprowadzka z Krakowa - nie będę już musiała martwić się tym przeklętym miejscem na mapie miasta...) oraz niesławnej Fundacji Benefac. Nie żałuję, że się odezwałam. Niewiele mogę zdziałać sama w sprawach, które mnie wkurzają, ale jeśli istnieje choć cień szansy na nagłośnienie problemu i - być może - rozwiązanie go, to nie zamierzam siedzieć cicho. Nigdy. Spodziewajcie się tego. :-)


Auto - 2012 rok zapisze się w mojej pamięci również jako rok ostatecznego rozstania z Białą Strzałą. 10 lat. Mój najdłuższy i najpiękniejszy związek. Zostały mi po niej tablice rejestracyjne, które w poniedziałek muszę oddać do urzędu. I misiek, który dumnie rozsiadał się pod przednią szybą. No i moc wspomnień. Dobranoc, Biała Strzało.

środa, 3 października 2012

Plagiat czy moje przewrażliwienie?

Nie jestem geniuszem grafiki, ale lubię od czasu do czasu zaprojektować to i owo. Kilka miesięcy temu - o ile pamiętam, na początku 2012 roku, poproszona przez znajomego bardzo zaangażowanego w akcje krwiodawcze, pozwoliłam sobie jednak stworzyć plakat promujący bardzo fajną ideę związaną z honorowym oddawaniem krwi - akcję DAWCOM W DARZE.




Plakat został zaakceptowany, dopracowany i wydrukowany. Zawisł - na stronach www i w rozmaitych punktach powiązanych z akcją DwD. Osobiście miałam okazję zobaczyć go na szybie pewnej pizzerii - i nie powiem, było to nawet miłe uczucie.



czwartek, 13 września 2012

Fundacja BENEFAC - a jednak oszuści!

Kilka dni temu napisałam o ulotce podejrzanej fundacji, którą znalazłam na płocie przed domem rodziców. Zgromadzone w tym wpisie informacje podesłałam też kilku lokalnym gazetom, licząc, że choć jedna z redakcji zainteresuje się problemem - zwłaszcza, że udało mi się dotrzeć do materiałów sugerujących, że inne prowadzone w ten sposób "akcje" łamały prawo - lub co najmniej balansowały na jego granicy...

Doczekałam się odzewu z "Głosu Wielkopolskiego", którego dziennikarze podjęli temat, publikując najpierw niewielką notkę na swojej stronie internetowej, a następnie - we wtorkowym wydaniu dziennika, połączonym z "Dniem Nowotomysko-Grodziskim" - ukazał się już większy materiał.


piątek, 7 września 2012

Fundacja BENEFAC - zbiórki odzieży dla potrzebujących czy żerowanie na ludzkiej naiwności?

Uwaga, uwaga! Nulek wciąż nadaje z Grodziska! Do wyjątkowo chłodnej o tej porze roku Wielkopolski przywiodła Nulka szlachetna chęć uporządkowania pewnych grodziskich spraw i sprawek, a konkretniej - straceńczy zamiar podjęcia pracy na miarę jednej z dwunastu prac Herkulesa. ;-) Pamiętacie stajnie Augiasza?

Może w moim rodzinnym domu nie ma aż takiego bałaganu, jednak nagromadzenie gratów, zbędnych ciuchów, książek itd. przerosło już wszelkie wyobrażenia o porządku (pamiętacie, jak pisałam o syndromie chomika mojej mamy?). Trzeba działać - no i działam od kilku dni, przeglądając rodzinne zbiory rupieci i segregując je pieczołowicie.

Część ciuchów już rozdałam rodzinie, część zamierzam sprzedać, a część - oddać komuś, kto może ich potrzebować bardziej niż ja. Najlepiej w Grodzisku i okolicy, bo społeczność lokalną wypada choć trochę wspierać, prawda? Nawet, jeśli członkiem tejże społeczności jest się tylko "z doskoku"... Zatem kilka zgrabnych pakunków z ubraniami leży i czeka, aż przekażę je, komu trzeba. 

Dziś rano już myślałam, że uda mi się załatwić sprawę bezboleśnie i szybko. Otóż na płocie przed rodzinnym domem znalazłam ogłoszenie następującej treści:



piątek, 20 lipca 2012

Podsumowanie "Afery Szwedzkiej" ;-)

No to się porobiło! Miał być tylko wpis na blogu i moralna satysfakcja z tego, że podesłałam linka na alertowego maila "Gazety Krakowskiej", a jest afera na cztery fajerki! Informacje ukazały się w "Gazecie Krakowskiej", "Dzienniku Polskim", na stronach internetowych mediów regionalnych należących do tej samej grupy wydawniczej, co "Gazeta", później w "Fakcie" (pierwszy raz w życiu kupiłam tę gazetę!)... Będzie jeszcze materiał w "Chwili dla Ciebie", a w środę i czwartek moją zdecydowanie radiową urodę można było oceniać w polsatowskich "Wydarzeniach" i serwisach informacyjnych na kodowanym kanale tej stacji. Podobno wzmianka była też w "Teleskopie" w TVP...



A wszystko przez to, że nie siedziałam cicho w sprawie, która mnie zbulwersowała.

wtorek, 17 lipca 2012

Poważna firma, czyli o tym, skąd może wyłazić słoma

Dawno nie przeżywałam tak przyjemnego lipca. Wolne dni w domu, z rodziną, buszowanie w koronach wiśni, kulinarne szaleństwa, nadrabianie zaległości w wysypianiu się do - o zgrozo! - 9.00 rano... Nie znaczy to jednak, że obijam się na całego. Nie, ja poważnie szukam pracy, rozsyłając CV, śledząc oferty i zdobywając cenne doświadczenie życiowe. :-) Dziś wzbogaciłam się na przykład w całkiem solidny zapasik, którego symbolem powinien być tenże "niewinny" obrazek...



Spokojnie, nie zaproponowano mi pracy w burdelu. ;-) Nic z tych rzeczy.