No i stało się - wiosnę (kiedy w końcu się u nas zjawi), lato, jesień i wczesną zimę (aż do końca grudnia) spędzę w Poznaniu. :-) Mogę więc z czystym sumieniem zająć się poznawaniem miasta, odkrywaniem na nowo jego urody, szukaniem swoich miejsc i... pracą. Pracą przede wszystkim.
Zanim jednak na dobre rozgoszczę się w grodzie Przemysła, wyskoczę na kilka dni do Grodziska, by spędzić Wielkanoc z mamą, babcią i... babką. Amsterdamską, gwoli ścisłości.
Przepis znalazłam w starych pisemkach kulinarnych gromadzonych przez moją rodzicielkę od lat. Wypróbowałam i zakochałam się na zabój w tym wybitnie smacznym cieście drożdżowym naszpikowanym niespodziankami. Jeśli szukacie czegoś wyjątkowego na świąteczny stół - powinniście zapoznać się z tym przepisem, póki nie jest za późno na włączenie go na listę wypieków. ;-) Zwłaszcza że przygotowanie tego cuda - choć wydaje się skomplikowane - w gruncie rzeczy okazuje się dziecinnie proste.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 marca 2013
poniedziałek, 25 marca 2013
Z WIEDŹMOWEJ KUCHNI: mazurkowa tradycja
W moim domu nigdy nie piekło się mazurków na Wielkanoc. Były baby - najróżniejsze! - i serniki, i makowce, i biszkopty z pianką - ale mazurki? Nie, nie, tego się nie jadało i basta. Dopiero bunt, wzniecony przez moją siostrzyczkę i mnie - wówczas jeszcze nastoletnią, bardzo początkującą kurę domową - sprawił, że nieco zmalał opór mamy wobec tych podejrzanych nowości rodem z kolorowych pisemek dla gospodyń. W końcu usłyszałyśmy od rodzicielki przyzwolenie: "Chcecie? No to sobie zróbcie!".
I zrobiłyśmy.
Od tamtego czasu - a minęło już kilkanaście lat - jestem domową specjalistką od mazurków. A dziś zdradzam przepis na mój ulubiony - delikatny, kolorowy, łatwo dający się podzielić między domowych łasuchów... Zdjęcia są, rzecz jasna, archiwalne, bo w tym roku przyjemność pieczenia i dekorowania tych ciast zostawiłam sobie na piątek. Może jednak komuś przyda się ten prosty i inspirujący przepis - tak jak kiedyś przydał się mnie? :-)
I zrobiłyśmy.
Od tamtego czasu - a minęło już kilkanaście lat - jestem domową specjalistką od mazurków. A dziś zdradzam przepis na mój ulubiony - delikatny, kolorowy, łatwo dający się podzielić między domowych łasuchów... Zdjęcia są, rzecz jasna, archiwalne, bo w tym roku przyjemność pieczenia i dekorowania tych ciast zostawiłam sobie na piątek. Może jednak komuś przyda się ten prosty i inspirujący przepis - tak jak kiedyś przydał się mnie? :-)
piątek, 30 marca 2012
Wielkanoc w domu
Tak, jadę do domu na Wielkanoc - to oświadczenie z mojej strony wywołało co najmniej zdziwienie na twarzach kilkorga znajomych, którzy w ostatnim czasie zapytali mnie o moje plany na początek kwietnia. Pół tysiąca kilometrów do przebycia w jedną stronę, kilka godzin intensywnej jazdy Białą Strzałą, tylko po to, by po zaledwie kilku dniach wrócić do Krakowa. Czy mi się opłaca? Pewnie nie - paliwo kosztuje, a i wysiłek jest niebagatelny - tych kilka godzin skupienia za kółkiem, najprawdopodobniej poprzedzonych kilkoma godzinami w pracy. Ale przecież nie o to chodzi...
Może nie jestem jeszcze na tyle dorosła, by całkowicie odciąć się od domu rodzinnego i zdecydować na samotne święta w Krakowie? Czasem kusi mnie wprawdzie myśl, żeby właśnie w te wolne, świąteczne dni wyjechać gdzieś i po prostu pobyć tylko ze sobą. Przemyśleć kilka spraw na spokojnie i w ciszy... Ale przecież ja właśnie na co dzień jestem sama i mam dość czasu na myślenie i kontemplowanie tej pustki moich 33 mkw.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
