Od kilku dni Internet wręcz huczy od noworocznych postanowień i drwin z postanawiaczy. ;-) Jedni deklarują, inni wyśmiewają, jeszcze inni - już kombinują, jak tu cichcem obejść własne, w dodatku publicznie złożone obietnice. Samo życie.
Nie przepadam za tłumami, więc staram się unikać takich noworocznych obwieszczeń, czynionych tylko po to, by włączyć się w modny nurt chudnięcia, biegania, uczenia się języków etc. Ale w tym roku robię wyjątek. A nawet - kilka, z tym że nie wszystkie zamierzam tutaj zdradzać. Niech część z nich pozostanie na razie moją tajemnicą. :-)
Jednym podzielę się z Wami na pewno, bo szalenie mi się spodobało. To POSTANOWIENIE KSIĄŻKOWE, które krąży w sieci w tej oto formie:
Skąd taki pomysł u zaprzysiężonego mola książkowego? :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 4 stycznia 2015
wtorek, 28 sierpnia 2012
Przyjaźń damsko-męska i inne baśnie...
W grodziskiej bibliotece, do której zapisałam się na początku podstawówki - a właściwie zapisała mnie mama, chcąc sobie zapewnić odrobinę świętego spokoju - w oddziale dziecięcym była taka specjalna półka z baśniami i mitami różnych narodów. Ach, jak ja kochałam te książeczki, Pani Ola, bibliotekarka, nie mogła się nadziwić mojemu zapałowi czytelniczemu, a ja? Ja odkrywałam na nowo Andersena, przerażałam się wizjami braci Grimm, poznawałam baśnie czeskie, niemieckie, rosyjskie i ukraińskie, porównywałam mity greckie w ujęciu Markowskiej i Parandowskiego... Nieważne, że nie wszystko rozumiałam (zwłaszcza w mitach) - to była fascynująca podróż przez krainę pełną literackich czarów, w które wierzyłam święcie.
Ta wiara w baśnie i sentyment do mitów pozostały we mnie do dziś. Trzytomowy komplet Andersena pyszni się dumnie na półkach - jeden w Grodzisku, jeden w Krakowie (Jones, wiem, że masz mój pierwszy tom, zołzo!). Parandowski na półce przytula się do Markowskiej i Kubiaka, podpartych z drugiej strony Stabryłą. I tylko w jedną bajkę uwierzyć jakoś nie potrafię. To znana na wszystkich kontynentach baśń o przyjaźni męsko-damskiej tudzież damsko-męskiej.
Ta wiara w baśnie i sentyment do mitów pozostały we mnie do dziś. Trzytomowy komplet Andersena pyszni się dumnie na półkach - jeden w Grodzisku, jeden w Krakowie (Jones, wiem, że masz mój pierwszy tom, zołzo!). Parandowski na półce przytula się do Markowskiej i Kubiaka, podpartych z drugiej strony Stabryłą. I tylko w jedną bajkę uwierzyć jakoś nie potrafię. To znana na wszystkich kontynentach baśń o przyjaźni męsko-damskiej tudzież damsko-męskiej.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Nulek w bibliotece
Zapuściłam dziś kolejny korzeń w Krakowie. Korzonek właściwie. Nieśmiały, późnowiosenny, delikatny jeszcze. Jestem jednak przekonana, że rozwinie się solidnie, bo wiąże się z jedną z moich największych życiowych pasji. Orkiestra, tusz! Nulek zapisał się do biblioteki osiedlowej!
Tak, tak, wiem, że to właściwie banalne osiągnięcie, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że od ośmiu lat mam karty wstępu do Jagiellonki, na Rajską, na Focha i w kilka innych ciekawych "książkowych miejsc" na mapie mojego miasta. Ale w mojej pokrętnej psychice funkcjonuje wyraźne rozróżnienie między zapisaniem się do biblioteki na studiach (cóż, konieczność, zwłaszcza, gdy konkuruje się o lektury z kilkoma setkami pilnych polonistów...) a dobrowolnym wpisaniem się na listę odwiedzających osiedlowy przybytek książkowych rozkoszy... I to osiedlowy, nieopodal mojej łagiewnickiej górki, czyli na Borsuczej.
Tak, tak, wiem, że to właściwie banalne osiągnięcie, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że od ośmiu lat mam karty wstępu do Jagiellonki, na Rajską, na Focha i w kilka innych ciekawych "książkowych miejsc" na mapie mojego miasta. Ale w mojej pokrętnej psychice funkcjonuje wyraźne rozróżnienie między zapisaniem się do biblioteki na studiach (cóż, konieczność, zwłaszcza, gdy konkuruje się o lektury z kilkoma setkami pilnych polonistów...) a dobrowolnym wpisaniem się na listę odwiedzających osiedlowy przybytek książkowych rozkoszy... I to osiedlowy, nieopodal mojej łagiewnickiej górki, czyli na Borsuczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
