Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2014

Ostatni zimowy wieczór

Mogłabym napisać o tym, jak mi jest ostatnio źle.
Mogłabym napisać o tym, jak mi jest ostatnio samotnie.

Dziś, nie mogąc już wytrzymać z samą sobą w czterech ścianach kawalerki, musiałam wyjść na długi spacer. Tak, najzwyczajniej w świecie zwiałam. Przed moim parszywym nastrojem i przed myślami.

O tym też mogłabym napisać, ale chyba nie potrafię. 
Zamiast słów będą więc zdjęcia z ostatniego zimowego wieczoru na poznańskim Starym Mieście. Jest mi właśnie tak, jak na nich.




Franciszkańska 3 w Poznaniu kojarzy się najwyraźniej ciut inaczej niż w Krakowie.


Garbaty cień.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

AKSA, DAJ GŁOS! Miłość jak bambosz

Podczas ponad 8 lat w Krakowie miałam okazję przekonać się, na jak różne typy współlokatorów można trafić w akademikach tudzież mieszkaniach studenckich. Są ludzie, których wolałabym zapomnieć (i - aby ułatwić ten proces - nie będę tu przytaczać ich imion), są też tacy, których wspominać będę zawsze z rozczuleniem - jak choćby Madzia, z którą przemieszkałam 2 lata, najpierw przy ul. Jadwigi z Łobzowa, później na Grzegórzkach, a później przy Kalwaryjskiej. Przedstawicieli pierwszej kategorii lepiej unikać. Za to z przedstawicielami tej drugiej człowiek gotów byłby podzielić się ostatnią koszulą... albo na przykład miejscem na blogu.

Piszę o tym nie bez przyczyny: od 3 tygodni nie mieszkam już sama. W moje życie - na czterech zgrabnych i włochatych łapach - wkroczyła Aksa, zwariowany mieszaniec owczarkopodobny (konia z rzędem temu, kto zgadnie, jaką rasę przypomina najbardziej), 2-letnia wariatka o wyjątkowo silnym charakterze, zabawnym, guzikopodobnym nochalu i roztapiającym serce spojrzeniu. Właśnie siedzi na kanapie obok i z ciekawością przygląda się mojemu majstrowaniu przy klawiaturze. Niech się i ona po-pisze. Aksa, daj głos! :-)

* * *

No i stało się. To ja, Aksa, nowa lokatorka. Anula oderwała mnie właśnie od mojej ulubionej zabawy polegającej na systematycznym rozdrabnianiu na miniaturowe łatki starego pomarańczowego kocyka, który dostałam od jej mamy "do łóżeczka", i domaga się ode mnie jakiejś wprowadzającej wypowiedzi. 


niedziela, 2 czerwca 2013

Grunwaldzki spacer na trzech nogach

Od kilku dni pałęta mi się po głowie puenta pewnej statystycznej anegdotki, zasłyszanej jeszcze w zamierzchłych czasach mojej edukacji w grodziskim "ekonomiku", mówiąca o tym, że wychodząc na spacer z psem ma się, statystycznie rzecz ujmując, trzy nogi. ;-) Od kilku dni ja też mam dodatkową nogę, a to za sprawą mojej nowej współlokatorki - dwuletniej kundelki Aksy. 

Na razie oswajamy się ze sobą i z nową sytuacją (nie tylko w związku ze zwiększoną liczbą kończyn): ona - bo z domu pełnego ludzi trafiła do mieszkania samotnej starej panny, i ja - bo w moją jednoosobową egzystencję wkroczyła istota domagająca się uwagi, mająca swoje wymagania, zwyczaje i złe (oj, złe...) nawyki. Jutro wielki test, do którego od kilku dni się przygotowywałyśmy: moje wyjście do pracy. Zanim jednak nadejdzie godzina próby, trzeba odbyć rytualny wieczorny spacerek, żeby się psisko wybiegało, pozbyło nadmiaru energii (Aksa to pies owczarkopodobny, więc czego jak czego, ale energii jej nie brakuje), podlało ten i ów trawniczek (bo kupki jej dumna nowa pani zbiera dzielnie do specjalnych woreczków, żeby nie prowokować sytuacji rodem z "Dnia świra")... No dobra, nie ma co tu kryć, pani też przyda się nieco ruchu, nie wspominając o tym, że takie wyjścia stanowią znakomity pretekst do zabrania ze sobą aparatu i rozejrzenia się po najbliższej, a przecież wciąż nie do końca rozeznanej okolicy. :-) 

środa, 16 maja 2012

Nulek w purpurze

Dawniej była barwą królewską - widniała na herbach najmożniejszych władców świeckich i duchownych, symbolizowała potęgę i bogactwo.Dziś raz po raz wraca do łask w modzie, pojawiając się na wybiegach, wystawach sklepowych czy w szafach. I - uwaga - od kilku dni tymczasowo także na Nulkowym oku. ;-)

W tym wypadku nie oznacza to jednak ani bogactwa, ani potęgi, ani mody, a jedynie niezdarność podniesioną do dość wysokiej potęgi. Bo Nulek od zawsze miała za dużo rąk i za dużo nóg. Nóg zwłaszcza. W ubiegły piątek przekonała się o tym po raz kolejny...


wtorek, 6 marca 2012

Rozanulenie ;-)

Zastanawiasz się czasami, jakie wywierasz na innych ludziach wrażenie? Co myślą, spoglądając na Ciebie? Czy oceniają Cię pozytywnie, czy może dostrzegają przede wszystkim Twoje wady? Malcolm Gladwell, nazywany szumnie "ulubionym autorem liderów biznesu", pisze w jednej ze swoich książek (Co widział pies i inne przygody), że tak naprawdę wystarczą zaledwie 2 sekundy, byśmy wyrobili sobie o danej osobie zdanie. To działanie intuicyjne, podświadome - błyskawiczna ocena na podstawie szczątkowych, ale bardzo istotnych sygnałów...

Myślę sobie właśnie o tym, jakie ja wysyłam sygnały. Czy wydaję się - Tobie, innym - twardo stąpającą po ziemi babą? Czy może raczej marzycielką zatopioną w książkach i ulotnych wizjach? ;-) A może prawda leży pośrodku? Sama mam problem z oceną...

Wiem jedno - ludzie, którzy znają mnie przelotnie, często wytykają mi jedną rzecz: że nie poznaję ich na ulicy czy w tramwaju. Mijam bez słowa. Nie dostrzegam przyjaznych gestów ani wymownych spojrzeń. I pewnie wychodzę przy tym na gburowatą, wredną, niemiłą... wiedźmę?

To prawda.
Przyznaję się.


piątek, 2 marca 2012

Spotkanie z łagiewnickim kominiarzem

Wspominałam już o tym, że mam wybitne uzdolnienia w dziedzinie pakowania się w kłopoty tudzież rozmaite zabawne sytuacje? :-) Na pewno tak. A dziś rano spotkała mnie przygoda - czy też: przygódka - która potwierdza tę tezę. 

Zaczęło się - jak co rano w dni powszednie - od odwiecznego pytania: czy autobus o 8.10 pojechał już, czy znów się spóźni? Gwoli ścisłości dodam, że była godzina 8.09 i że odpowiedź na owo pytanie bynajmniej nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać człowiekowi nieprzyzwyczajonemu do rozkładu jazdy przemykających przez krakowskie Łagiewniki pojazdów MPK. W 4 przypadkach na 5 możliwych tygodniowo autobus spóźnia się o 5-10 minut. Ale raz w tygodniu zjawia się punktualnie. Tylko mnie zazwyczaj nie chce się na niego czekać i dystans dzielący mnie od pętli (na której czeka kolejny autobus) pokonuję zwykle pieszo.

Tak było i dzisiejszego poranka. Ruszyłam dziarsko przed siebie (jak to dobrze, że mieszkam na górce i te poranne zejścia nadają mi rozpęd, który mogę później wykorzystać w pracy) iw błyskawicznym tempie dotarłam do krzyżówki przy pętli. A tam - niespodzianka! 


środa, 29 lutego 2012

Spacerologia, czyli od Kukulskiej do Lubomskiego

Odkąd przeprowadziłam się do Krakowa, odkryłam, że w jednej ważnej kwestii jestem zdecydowanie zwolenniczką teorii tzw. determinizmu społecznego, a właściwie - geospołecznego. Chodzi (nomen omen) o spacerologię stosowaną. ;-)

Adeptką tej arcytrudnej, niemal tajemnej dziedziny nauki zostałam kilka lat temu, kiedy odkryłam, jak bardzo mój sposób poruszania się nie przystaje do standardów galicyjskich. Wychowana w iście pruskim drylu panującym do dziś w Wielkopolsce, szybko nauczyłam się, że czas to pieniądz. Trzeba więc było nauczyć się poruszać na tyle szybko, by ową cenną, choć nienamacalną walutę oszczędzać. Zwłaszcza, że działo się tak wiele dookoła - szkoła, kółko teatralne, samorząd szkolny, zajęcia chóru, później bieg do biblioteki, żeby zdążyć przed zamknięciem, czasem szybki marsz na zakupy z mamą lub siostrą, czasem - gdy okazywało się to konieczne - szybka wizyta u lekarza albo błyskawiczny wypad na weekend do rodziny...