Gdzie nie spojrzę, tam podsumowania i zestawienia: książek, ciuchów, ludzi, ciąż, rozwodów, wpadek, plotek, diet, postanowień, gier, fryzur i plotek roku... Zestawiane po 10, 50 albo 100 - mają wypełnić luki w nudnawych sylwestrowo-noworocznych serwisach informacyjnych, załatać dziury na porzuconych na czas świąt (albo i dłużej, tak, tak, kajam się tutaj publicznie...) blogach, uzupełnić "kontent" bez większego wysiłku, bo - najczęściej - dzięki stworzonym już wcześniej i tylko odgrzanym oraz okrojonym odpowiednio treściom... ;-)
Jak Bozię kocham, chciałam uniknąć tego zestawieniowego trendu. Uległam jednak po długiej walce z własnymi zachciankami. Tak, ja też Was skatuję swoim prywatnym i absolutnie subiektywnym podsumowaniem, nadrabiając choć trochę długie tygodnie milczenia. Jeśli więc macie już dość takich końcoworocznych refleksji i wyliczanek, ostrzegam - nie czytajcie reszty tego wpisu. Żeby nie było! :-P
13 PIERWSZYCH RAZÓW W 2013 ROKU
(kolejność przypadkowa)
Prywatny ranking Nulka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emigracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emigracja. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 stycznia 2014
piątek, 28 grudnia 2012
Klamki
Jak wiele może się zmienić w ciągu niespełna 2 tygodni. Kiedy 16 grudnia pisałam o moim przedłużającym się pobycie w Krainie Pomiędzy, nie miałam pojęcia, że moja sytuacja zmieni się niemal błyskawicznie... W piątek, 21 grudnia, pół godziny po spodziewanym przez wszystkich końcu świata, dowiedziałam się - ot tak, po prostu - że dostałam pracę. W Poznaniu. I że najwyższy czas poszukać jakiegoś lokum.
Półroczne dylematy, cackanie się z własnymi lękami, stan zawieszenia między Grodziskiem a Krakowem - wszystko to zniknęło w jednej chwili. Ktoś zadecydował za mnie, uznając, że - mimo wytkniętego mi na samym początku braku orientacji w dziedzinie, w której podejmuję pracę - byłam najlepszą kandydatką. I nagle moje wątpliwości przestały mieć znaczenie.
Mam pracę - i niejasne, ale coraz silniejsze przeczucie, że ją polubię.
Półroczne dylematy, cackanie się z własnymi lękami, stan zawieszenia między Grodziskiem a Krakowem - wszystko to zniknęło w jednej chwili. Ktoś zadecydował za mnie, uznając, że - mimo wytkniętego mi na samym początku braku orientacji w dziedzinie, w której podejmuję pracę - byłam najlepszą kandydatką. I nagle moje wątpliwości przestały mieć znaczenie.
Mam pracę - i niejasne, ale coraz silniejsze przeczucie, że ją polubię.
wtorek, 18 września 2012
Nulek odkrywa tajne przejście na lotnisku
Wstyd się przyznać, ale w ciągu mojego 28-letniego żywota leciałam samolotem tylko 2 razy. To był lot do Billund w Danii: moja młodsza siostra wygrała wycieczkę do Legolandu, a ja - już wtedy pełnoletnia - wybrałam się z nią jako opiekunka. Wycieczka była wspaniała, ale z samych lotów pamiętam niewiele. Najsilniej wyryło mi się w pamięci zdziwienie widokiem plaży nad Bałtykiem. Spoglądałam z góry na wąziutki, ledwo dostrzegalny pasek żółci między morzem granatu i morzem zieleni - cieniutką jak niteczka granicę oddzielającą potężne żywioły. A przecież tam w dole zawsze wydawało mi się, że łachy nadmorskiego piachu dzielące mnie od wody są rozległe, niemal nie do pokonania...
Młoda zna się na podniebnych podróżach znacznie lepiej niż ja. Nic dziwnego - odkąd wyemigrowała do Walii, pewnie bardziej opłaca jej się latać, niż tłuc autobusem przez pół Europy i kanał La Manche na dokładkę... Choć mogłaby to robić częściej, zanim rodzice i babcia zapomną, jak ta mała małpa wygląda.
Młoda zna się na podniebnych podróżach znacznie lepiej niż ja. Nic dziwnego - odkąd wyemigrowała do Walii, pewnie bardziej opłaca jej się latać, niż tłuc autobusem przez pół Europy i kanał La Manche na dokładkę... Choć mogłaby to robić częściej, zanim rodzice i babcia zapomną, jak ta mała małpa wygląda.
wtorek, 8 maja 2012
Proces wapnienia Wiedźmy
Starzeję się. Już o tym kiedyś pisałam. Pal licho pierwsze - i coraz liczniejsze - siwe włosy, zmarszczki - niekoniecznie mimiczne, nie wspominając o fakcie, że w tym roku we wrześniu czeka mnie wymiana dowodu osobistego... Te niewątpliwe oznaki rozpoczynającego się właśnie bezlitosnego procesu wapnienia (czyli przemiany Wiedźmy w - jak to się dawniej mówiło - "wapniaczkę" tudzież "stare wapno") są niczym w porównaniu do zmian w mojej nieszczęsnej psychice. A wszystko przez te cholerne różnice pokoleniowe!
Nigdy wcześniej nie odczuwałam tychże różnic tak dobitnie i wyraźnie jak teraz, a zawdzięczam to mojej szanownej młodszej siostrze, która - jak już pisałam tutaj- właśnie podjęła decyzję o czasowej (?) emigracji. Zaskoczyła tym wszystkich - szast, prast! - i Młoda razem ze swoim chłopakiem wylądowała w Cardiff, rzekomo tylko na kilkudniowym urlopie. Cóż, skoro z tego urlopu już nie wróci - znalazła pracę. Podobno tylko na wakacje, ale... pożyjemy, zobaczymy.
Nigdy wcześniej nie odczuwałam tychże różnic tak dobitnie i wyraźnie jak teraz, a zawdzięczam to mojej szanownej młodszej siostrze, która - jak już pisałam tutaj- właśnie podjęła decyzję o czasowej (?) emigracji. Zaskoczyła tym wszystkich - szast, prast! - i Młoda razem ze swoim chłopakiem wylądowała w Cardiff, rzekomo tylko na kilkudniowym urlopie. Cóż, skoro z tego urlopu już nie wróci - znalazła pracę. Podobno tylko na wakacje, ale... pożyjemy, zobaczymy.
wtorek, 1 maja 2012
Wszystko będzie dobrze
Jest taki wiersz Stanisława Barańczaka zatytułowany Garden party. Od kilku dni krąży mi po głowie jak refren przygrywający temu, co dzieje się w domu i szpitalnej wizycie mamy, która właśnie się rozpoczęła. Przytoczę go. Komentarz - niżej.
Stanisław Barańczak
Garden party
„Pomarańcza, jak widzę, z Malty – wyśmienita!”
C.K. Norwid
„Przepraszam, nie dosłyszałam nazwiska? ...Banaczek?
...Czy to czeskie nazwisko? A, polskie! To znaczy,
pan z Polski? jakże miło. Państwo przyjechali
całą rodziną? dawno?”, „No nie, wybacz, Sally,
zamęczasz pytaniami, a trzeba, po pierwsze,
zaprowadzić do stołu – proszę, tu krakersy,
potato chips, sałatka – pan sobie naleje
sam, prawda? Witaj Henry –”, „I co też się dzieje
ostatnio w Polsce? Co porabia Wa..., no, ten z wąsami,
zna go pan osobiście? Nie? Widzę czasami
w dzienniku demonstracje – choć czy można wierzyć
tej naszej telewizji, koszmar, prawda? jeży
się włos od wszystkich tych reklam – cenzury –
Europejczycy słusznie twierdzą, że kultury
nam brakuje-”, „Cześć, jestem Sam. Mówi mi Billy,
że pan z Polski - znam Polskę, widziałem dwa filmy
z Papieżem – ten wasz Papież nic nie wie o świecie,
straszny konserwatysta -”, „A jak pańskie dzieci?
Mówią już po angielsku? Czy chodzą do dobrej
szkoły?”, „Te szkoły publiczne to problem
numer jeden, niestety –”, „Nie zgadzam się, Sammy,
szkoły są lepsze, jeśli rodzice, my sami,
dbamy o to -”, „Tak, ale budżet federalny –”,
„Hej, wy tam, skończcie wreszcie, co to za fatalny
obyczaj – dyskutować przy winie, zakąsce
na poważne tematy -”, „Więc? co słychać w Polsce?”
czwartek, 26 kwietnia 2012
Złe przeczucia
Jak to jest, że nie potrafię się dziś zatracić w tym całym wiosennym i radosnym bałaganie dookoła? Natura ze słonecznym uśmiechem nadrabia dziś całe swoje zaległości. Słońce leniwie wygrzewa się na trawnikach, dachach, parapetach... A ja? Ja czuję się dziś jak fałszywa nuta w tej całej kwietniowej partyturze.
Trudno mi nawet nazwać to uczucie. Zawisa ono zwykle gdzieś między sercem a żołądkiem. Nie jak kamień, nie. Raczej jak wibrująca wciąż delikatnie membrana, wychwytująca najlżejsze nieprawidłowości w otoczeniu i przekazująca je dalej - mojej (pod?)świadomości. Od wczoraj - do teraz - nieustannie.
Trudno mi nawet nazwać to uczucie. Zawisa ono zwykle gdzieś między sercem a żołądkiem. Nie jak kamień, nie. Raczej jak wibrująca wciąż delikatnie membrana, wychwytująca najlżejsze nieprawidłowości w otoczeniu i przekazująca je dalej - mojej (pod?)świadomości. Od wczoraj - do teraz - nieustannie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)