Pamiętacie piękne opowieści, których bohaterem był Robin Hood? Angielskie legendy, film z Kevinem Costnerem zna pewnie każdy, podobnie jak jego komediowy odpowiednik o słynnych facetach w rajtuzach. Z dzieciństwa pamiętam bajkę, w której legendarne postaci przybrały formę zwierzaków - niedźwiedzi, zajęcy, lisów... A jest jeszcze kilka książek - jak choćby te spisane przez honorowego obywatela Poznania, Tadeusza Kraszewskiego...
Co łączyło te opowieści? Oczywiście główny bohater, który rabował bogatych, by to, co uzyskał, oddawać ubogim. Piękna sprawa, prawda? Urok legendy słynnego rabusia w kapturze robi swoje...
Ale do czasu. Bo kiedy się tak człowiek zastanowi, czar pryska. Czy bowiem pomaganie komuś, będące jednocześnie szkodzeniem komuś innemu, można nazwać szlachetnym? Czy cudza krzywda (nieważne, czyja - człowiek to człowiek) nie neguje samej idei pomocy?
Robin Hood i paradoks pomocy poprzez cudzą krzywdę przypomniał mi się po ostatnim weekendzie spędzonym w Grodzisku, u rodziców. Przypomniał się dość boleśnie, bo w nocy po dość męczącej i pracowitej sobocie. A konkretniej - między 23.00 a 2.30...
Powodem mojej bezsenności nie były filozoficzne rozważania o angielskich legendach. Przyczynę stanowił hałas dobiegający z obiektu mieszczącego się po drugiej stronie ulicy, czyli ze stadionu.
UWAGA! Jeśli jesteś jednostką podatną na populistyczne zagrywki, los "biednych dzieci z domów dziecka" etc., nie czytaj, bo się zirytujesz. Ja jestem nieczuła, niestety. ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chamstwo. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 grudnia 2014
niedziela, 3 listopada 2013
Usprawiedliwienie bezmyślności, czyli kilka słów kierowcy o pewnej reklamie społecznej
Pobyt w domu, w dodatku o 1 dzień dłuższy niż zwykła weekendowa wizyta, to dla mnie doskonała okazja do nadrobienia wielu zaległości. Nie ukrywam, że z zaciekawieniem włączam przy takich okazjach odbiornik telewizyjny - luksus, z którego świadomie zrezygnowałam w moim poznańskim mieszkaniu. W Grodzisku uzupełniam swoją wiedzę o współczesnych mediach, oglądając na wyrywki programy informacyjne, rozrywkowe oraz bloki reklamowe. Zdarza się, że okazują się one ciekawsze niż filmy, które są nimi jakże często przerywane.
Oczywiście określenie "ciekawy" niekoniecznie musi odnosić się do frapującej treści reklamowych spotów... Większość z nich tchnie siermiężnym banałem, ocieka seksizmem, dobija stereotypami. Intryguje mnie jednak nieodmiennie mnogość kuriozalnych sformułowań, kuszą (i wkurzają zarazem) błędy językowe, rozbraja naiwność i zero-jedynkowość promowanych w nich idei... Słowem: jest czemu się przyglądać i przysłuchiwać, choć trzeba mieć w sobie coś z masochisty, by móc się temu oddawać.
I choć urzekła mnie ostatnio reklama jednego z maseł, chwalonego za "smarowność", którą ja, głupia kura domowa, zwykłam kojarzyć raczej jako cechę rozmaitych mazi rodem z warsztatu, a nie z kuchni, to w tym wpisie chciałabym się odnieść do innej kampanii. Społecznej, jak się okazuje.
Chodzi o sławną już w Polsce kampanię "10 mniej ratuje życie. Zwolnij!".
Biorąc pod uwagę fakt, że w okresie listopadowych świąt wiele osób siada za kółkiem i przemierza kraj od cmentarza do cmentarza, moment wprowadzenia kampanii wydaje się idealny. Mowa w niej bowiem o kierowcach przekraczających prędkość i o ich ofiarach. Nader licznych, oczywiście.
Zresztą, zobaczcie sami (link znajdziecie tutaj).
Oczywiście określenie "ciekawy" niekoniecznie musi odnosić się do frapującej treści reklamowych spotów... Większość z nich tchnie siermiężnym banałem, ocieka seksizmem, dobija stereotypami. Intryguje mnie jednak nieodmiennie mnogość kuriozalnych sformułowań, kuszą (i wkurzają zarazem) błędy językowe, rozbraja naiwność i zero-jedynkowość promowanych w nich idei... Słowem: jest czemu się przyglądać i przysłuchiwać, choć trzeba mieć w sobie coś z masochisty, by móc się temu oddawać.
I choć urzekła mnie ostatnio reklama jednego z maseł, chwalonego za "smarowność", którą ja, głupia kura domowa, zwykłam kojarzyć raczej jako cechę rozmaitych mazi rodem z warsztatu, a nie z kuchni, to w tym wpisie chciałabym się odnieść do innej kampanii. Społecznej, jak się okazuje.
Chodzi o sławną już w Polsce kampanię "10 mniej ratuje życie. Zwolnij!".
Biorąc pod uwagę fakt, że w okresie listopadowych świąt wiele osób siada za kółkiem i przemierza kraj od cmentarza do cmentarza, moment wprowadzenia kampanii wydaje się idealny. Mowa w niej bowiem o kierowcach przekraczających prędkość i o ich ofiarach. Nader licznych, oczywiście.
Zresztą, zobaczcie sami (link znajdziecie tutaj).
wtorek, 28 maja 2013
Prawo kumulacji i opary (niekoniecznie) absurdu
Powolne, stopniowe popadanie w stany depresyjne zupełnie nie jest w moim stylu. Zdarzają mi się natomiast nagłe ataki zniechęcenia, wywołane zazwyczaj "zmęczeniem materiału" i kumulacją rozmaitych stresogennych czynników. Wiadomo, na pochyłe drzewo wszystkie kozy (a nieraz i osły) skaczą, nieszczęścia chodzą parami tudzież w większych grupach, a biednemu zawsze wiatr w oczy. I piasek. I kłody pod nogi. Ot, prawo kumulacji. Tak jak dziś.
Początek dnia zapowiadał się nawet nieźle i - dopóki byłam w pracy - nie miałam powodów do narzekań, mimo kilku niemiłych niespodzianek i zaskakującego ataku z najmniej spodziewanej strony... Tak to już bywa, gdy się pracuje z ludźmi - a i tak bilans emocjonalny wychodzi mi zawsze na plus.
Niestety, z pracy, z tego ciepłego, przytulnego biura, trzeba czasami wyjść. Prosto w rzeczywistość, która potrafi dobić.
Początek dnia zapowiadał się nawet nieźle i - dopóki byłam w pracy - nie miałam powodów do narzekań, mimo kilku niemiłych niespodzianek i zaskakującego ataku z najmniej spodziewanej strony... Tak to już bywa, gdy się pracuje z ludźmi - a i tak bilans emocjonalny wychodzi mi zawsze na plus.
Niestety, z pracy, z tego ciepłego, przytulnego biura, trzeba czasami wyjść. Prosto w rzeczywistość, która potrafi dobić.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Nietypowe upośledzenie
Im dłużej żyję na tym zwariowanym świecie, tym silniej utwierdzam się w przekonaniu, że Matka Natura, Najwyższa Istota tudzież inna "moc" odpowiedzialna za moją tu obecność, najwyraźniej zapomniała wyposażyć mnie w pewne podstawowe - i niezbędne do przetrwania - cechy. Czy to przez roztargnienie, czy może padłam ofiarą ponurego żartu? Jakakolwiek nie byłaby przyczyna, mogę śmiało powiedzieć, że jestem, no cóż, co tu kryć - lekko upośledzona.
Czego mi brakuje? W gruncie rzeczy chodzi o jedną, jedyną cechę. Mam wszystkie potrzebne kończyny, głowę na karku, serce tam, gdzie być powinno (choć tu akurat pojawia się pewien cień wątpliwości, o którym już kiedyś pisałam)... Od bardzo dawna jestem też jednostką w pełni samodzielną - i jakoś sobie radzę z ciężarami samotnej egzystencji. ;-)
Mimo to dotkliwie odczuwam swoją "niepełnowartościowość", i to odczuwam niemal na każdym kroku... Brakuje mi bowiem... bezczelności.
Czego mi brakuje? W gruncie rzeczy chodzi o jedną, jedyną cechę. Mam wszystkie potrzebne kończyny, głowę na karku, serce tam, gdzie być powinno (choć tu akurat pojawia się pewien cień wątpliwości, o którym już kiedyś pisałam)... Od bardzo dawna jestem też jednostką w pełni samodzielną - i jakoś sobie radzę z ciężarami samotnej egzystencji. ;-)
Mimo to dotkliwie odczuwam swoją "niepełnowartościowość", i to odczuwam niemal na każdym kroku... Brakuje mi bowiem... bezczelności.
wtorek, 17 lipca 2012
Poważna firma, czyli o tym, skąd może wyłazić słoma
Dawno nie przeżywałam tak przyjemnego lipca. Wolne dni w domu, z rodziną, buszowanie w koronach wiśni, kulinarne szaleństwa, nadrabianie zaległości w wysypianiu się do - o zgrozo! - 9.00 rano... Nie znaczy to jednak, że obijam się na całego. Nie, ja poważnie szukam pracy, rozsyłając CV, śledząc oferty i zdobywając cenne doświadczenie życiowe. :-) Dziś wzbogaciłam się na przykład w całkiem solidny zapasik, którego symbolem powinien być tenże "niewinny" obrazek...
Spokojnie, nie zaproponowano mi pracy w burdelu. ;-) Nic z tych rzeczy.
Spokojnie, nie zaproponowano mi pracy w burdelu. ;-) Nic z tych rzeczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
