Od kilku dni Internet wręcz huczy od noworocznych postanowień i drwin z postanawiaczy. ;-) Jedni deklarują, inni wyśmiewają, jeszcze inni - już kombinują, jak tu cichcem obejść własne, w dodatku publicznie złożone obietnice. Samo życie.
Nie przepadam za tłumami, więc staram się unikać takich noworocznych obwieszczeń, czynionych tylko po to, by włączyć się w modny nurt chudnięcia, biegania, uczenia się języków etc. Ale w tym roku robię wyjątek. A nawet - kilka, z tym że nie wszystkie zamierzam tutaj zdradzać. Niech część z nich pozostanie na razie moją tajemnicą. :-)
Jednym podzielę się z Wami na pewno, bo szalenie mi się spodobało. To POSTANOWIENIE KSIĄŻKOWE, które krąży w sieci w tej oto formie:
Skąd taki pomysł u zaprzysiężonego mola książkowego? :-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 4 stycznia 2015
środa, 20 lutego 2013
Miłość a ortografia
Uwielbiam czerwień we wszystkich odcieniach - od pąsowej po burgundową, wliczając w to nawet niektóre odcienie różu, no, może poza cukierkowym. Jednak w lutym mój afekt do tego koloru zdecydowanie słabnie, by w okolicach walentynek przerodzić się wręcz w lekką awersję. wywołaną zalewem kiczu w sklepach, na ulicach, w mediach, zwłaszcza zaś - w "internetach"... A fakt, że staję się powoli rasową starą panną i że nigdy nie cieszyłam się szczególnym powodzeniem u płci przeciwnej (co wyrażało się co roku znikomą, by nie rzec - równą zeru - liczbą kartek walentynkowych dla mnie w szkolnej poczcie miłosnej), tylko pogłębia moją niechęć do tego durnia, świętego Walniętego.
Z tego też powodu dopiero teraz, niemal tydzień po kulminacji miłosnych szaleństw, pozwalam sobie na wpis tematycznie związany ze świętem epileptyków oraz zakochanych. Chciałabym mianowicie wyznać wszem i wobec, że moje życie miłosne - a raczej jego nędzne resztki - zostało absolutnie zniszczone przez... ortografię.
Smutna konkluzja jak na polonistkę, nieprawdaż?
Na szczęście to, co niżej, możecie śmiało czytać z przymrużeniem oka. ;)
Z tego też powodu dopiero teraz, niemal tydzień po kulminacji miłosnych szaleństw, pozwalam sobie na wpis tematycznie związany ze świętem epileptyków oraz zakochanych. Chciałabym mianowicie wyznać wszem i wobec, że moje życie miłosne - a raczej jego nędzne resztki - zostało absolutnie zniszczone przez... ortografię.
Smutna konkluzja jak na polonistkę, nieprawdaż?
Na szczęście to, co niżej, możecie śmiało czytać z przymrużeniem oka. ;)
wtorek, 6 listopada 2012
Fundacja Benefac - nowa strona, starzy oszuści...
Gdy jakiś czas temu zainteresowałam się podejrzaną proweniencją przylepionej do naszego grodziskiego płotu ulotki, nie myślałam, że sprawa oszustw przeprowadzanych pod płaszczykiem dobroczynności aż tak mnie wciągnie... Ale cóż, rozpętałam małą burzę w mediach, uświadomiłam kilkoro znajomych, co można zrobić z takimi, pożal się Boże, ulotkami i teraz już po prostu z przyzwyczajenia sprawdzam co jakiś czas, co nowego objawiło się w temacie.
A objawień było kilka...
A objawień było kilka...
Jak Nulek wiersza na Fejsbuku szukał, czyli krótka przypowieść o potędze social mediów
Lubię swój głos. Uważam, że to jedna z tych nielicznych (inny przykład: wzrost) spraw, których w moim wypadku Matka Natura nie spartoliła, że się tak kolokwialnie wyrażę. ;-) Lubię mówić, dobierając odpowiednio słowa i tony. Lubię czytać na głos i interpretować to, co napisali inni. Dlatego - odkąd pamiętam - chętnie brałam udział we wszelkiego rodzaju konkursach recytatorskich. Nie zawsze z pozytywnym skutkiem - ale zawsze z ogromną radością i ciekawością... Podczas przygotowań do jednego z takich konkursów (to musiało być na początku liceum, bo należałam wtedy jeszcze do koła teatralnego prowadzonego przez panią Hanię Mańkowską) trafiłam jednak na wiersz, który w późniejszych latach przysporzył mi wielu zgryzot...
A wszystko przez to, że o nim zapomniałam.
Nie wiem, jak to się stało. Zwykle całkiem dobrze zapamiętuję dłuższe partie tekstów, które mi się podobają - a ten wiersz spodobał mi się bardzo. Musiało zadziałać jakieś fatum, które w tajemniczy sposób wymazało z mojej pamięci wszystko - wszystko! - prócz ostatnich dwóch wersów...
Więc dziękuję ci miły za pamięć
Właśnie ciebie zapominam na śmierć
A wszystko przez to, że o nim zapomniałam.
Nie wiem, jak to się stało. Zwykle całkiem dobrze zapamiętuję dłuższe partie tekstów, które mi się podobają - a ten wiersz spodobał mi się bardzo. Musiało zadziałać jakieś fatum, które w tajemniczy sposób wymazało z mojej pamięci wszystko - wszystko! - prócz ostatnich dwóch wersów...
Więc dziękuję ci miły za pamięć
Właśnie ciebie zapominam na śmierć
niedziela, 16 września 2012
Kultura obrazkowa
Jako dziecko poznające dopiero magię liter, dziwiłam się dorosłym, którzy woleli czytać książki bez obrazków, a nie pięknie ilustrowane bajki i baśnie, których pełno było na mojej półce na zabawki. Jak można było wybierać jakieś mroczne i brzydko wydane peerelowskie kryminały zamiast uroczej serii "Poczytaj mi, mamo"? Zwłaszcza, że te miniaturki opatrzone charakterystyczną tylną stroną okładki były ilustrowane naprawdę dobrze - pamiętam ogromne zdumienie, gdy odkryłam, że do kilku z nich ilustracje przygotowywała moja ukochana autorka z czasów "nastoletniości": Małgorzata Musierowicz...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
