Przez niemal trzy dekady życia nauczyłam się przede wszystkim jednego: ostrożności w realizowaniu zachcianek i poprzestawaniu na tym, na co mnie stać. Tej reguły trzymam się i dzisiaj. Owszem, miewam zachcianki, ale maleńkie i najczęściej niezbyt kosztowne. Oszczędnie gospodaruję środkami, nie wydaję majątku na ciuchy, jedzenie, książki (choć może w tym ostatnim wypadku zdarza mi się od czasu do czasu zaszaleć), unikam, jak tylko mogę, pożyczek i kredytów...
Może to dlatego, że bądź co bądź jestem ekonomistką. A i różne rodzinne historie sprawiły, że wystrzegam się wszelkich długów jak ognia i wolę nie mieć czegoś, niż zapożyczać się tylko po to, by tę rzecz zdobyć. Obywam się. I ta świadomość bynajmniej mi nie ciąży...
Ale nie oszukujmy się, przychodzi taki moment, że nawet ja zaczynam mieć ochotę na szaleństwo. Jakiekolwiek. Niewielkie. Malutkie. I tylko dla mnie. Dla odmiany.
Co to będzie? Nie powiem, żeby nie zapeszyć.
Ale mam 2-3 pomysły do zrealizowania i być może któryś z nich uda mi się wprowadzić w życie skutecznie.
Chcę zrobić coś, czego do tej pory nie robiłam.
Chcę sprawdzić, jak to jest.
Przestać się martwić byle czym i rozjaśnić sobie nieco tę szaro zapowiadającą się zimę...
Kiedy, jeśli nie teraz?
Kto, jeśli nie ja sama mam zmienić coś w tym powszedniejącym mi powoli trójkącie bermudzkim wyznaczonym przez dom, pracę i Grodzisk?
Trzymajcie kciuki, proszę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 listopada 2013
piątek, 20 lipca 2012
Podsumowanie "Afery Szwedzkiej" ;-)
No to się porobiło! Miał być tylko wpis na blogu i moralna satysfakcja z tego, że podesłałam linka na alertowego maila "Gazety Krakowskiej", a jest afera na cztery fajerki! Informacje ukazały się w "Gazecie Krakowskiej", "Dzienniku Polskim", na stronach internetowych mediów regionalnych należących do tej samej grupy wydawniczej, co "Gazeta", później w "Fakcie" (pierwszy raz w życiu kupiłam tę gazetę!)... Będzie jeszcze materiał w "Chwili dla Ciebie", a w środę i czwartek moją zdecydowanie radiową urodę można było oceniać w polsatowskich "Wydarzeniach" i serwisach informacyjnych na kodowanym kanale tej stacji. Podobno wzmianka była też w "Teleskopie" w TVP...
A wszystko przez to, że nie siedziałam cicho w sprawie, która mnie zbulwersowała.
A wszystko przez to, że nie siedziałam cicho w sprawie, która mnie zbulwersowała.
sobota, 23 czerwca 2012
Szwedzka sobota
Oj, nie zaczęła się dla mnie zbyt przyjemnie ta sobota. Już przez sen przeczuwałam kłopoty, które urealniły się, gdy - zrywając się na minutę przed budzikiem, czyli o 7.09 (tak, tak, sklerotyczna wiedźma zapomniała zupełnie o wyłączeniu tego tyrana na weekend), przełknęłam pierwszy łyk wody. Auć! Zabolało!
Bliższe oględziny w łazienkowym lustrze wykazały znaczne powiększenie migdałków przełykowych (tych po bokach). Przekopałam apteczkę, dopadłam jakiś spray na gardło i... zero efektu. Nie pomogły też lody, zalecone mi przez Mamę Księcia Ciemności (choć znacząco poprawiły mi nastrój, nie można więc powiedzieć, by zupełnie nie zadziałały...). Boli nadal. A ja straciłam ochotę na degustowanie czegokolwiek, choć miałam ambitny plan zrobienia sobie domowych tortilli. Może jutro?
Jednak nawet tak gardłowa sprawa nie odwiodła mnie od planu wyprawy do Ikei. O, nie! Nie tym razem! Tydzień temu moje mocno pomidorowe zdjęcie zdobyło II nagrodę w konkursie fotograficznym , a to oznaczało możliwość zrobienia zakupów za - niebagatelną w moim budżecie - kwotę 300 złotych! Myślę, że - nawet leżąc na łożu śmierci - nie umiałabym się powstrzymać od tak przyjemnych zakupów.
Bliższe oględziny w łazienkowym lustrze wykazały znaczne powiększenie migdałków przełykowych (tych po bokach). Przekopałam apteczkę, dopadłam jakiś spray na gardło i... zero efektu. Nie pomogły też lody, zalecone mi przez Mamę Księcia Ciemności (choć znacząco poprawiły mi nastrój, nie można więc powiedzieć, by zupełnie nie zadziałały...). Boli nadal. A ja straciłam ochotę na degustowanie czegokolwiek, choć miałam ambitny plan zrobienia sobie domowych tortilli. Może jutro?
Jednak nawet tak gardłowa sprawa nie odwiodła mnie od planu wyprawy do Ikei. O, nie! Nie tym razem! Tydzień temu moje mocno pomidorowe zdjęcie zdobyło II nagrodę w konkursie fotograficznym , a to oznaczało możliwość zrobienia zakupów za - niebagatelną w moim budżecie - kwotę 300 złotych! Myślę, że - nawet leżąc na łożu śmierci - nie umiałabym się powstrzymać od tak przyjemnych zakupów.
wtorek, 15 maja 2012
Kto się boi pisma?
Czasami nachodzi mnie nieodparte wrażenie, że XXI wiek ktoś kiedyś nazwie wiekiem wielkiego powrotu do oralności - w rozumieniu zgodnym z tytułem książki W. Onga Oralność i piśmienność, rzecz jasna. Przekonuje mnie do tego nie tylko coraz bardziej nonszalanckie podejście kolejnych pokoleń do kwestii ortografii, interpunkcji czy w ogóle - dbałości o pisemne formy komunikacji - i wzrastająca w społeczeństwie tendencja do unikania lektury tekstów dłuższych niż kilkuakapitowe, lecz również niechęć, granicząca z zabobonnym wręcz lękiem, przed składaniem jakichkolwiek pisemnych deklaracji...
Bo pismo ma niezwykłą moc, proszę Państwa. Zwłaszcza pismo oficjalne, wydrukowane, opieczętowane i zwieńczone zamaszystą parafką. Pisząc, zostawiamy ślad po sobie - czy to w Wielkiej Sieci, czy to w tajnych archiwach firm, banków, urzędów wszelkiej maści... Dajemy losowi wyraźny sygnał: tu jestem, to jest moje zdanie, taką decyzję podjęłam i nie wyprę się tego, bo potwierdziłam ją swoją niepowtarzalną sygnaturą.
Nie każdy z nas gotów jest do podjęcia tego ogromnego ryzyka.
Przekonała się o tym ostatnio moja mama.
Bo pismo ma niezwykłą moc, proszę Państwa. Zwłaszcza pismo oficjalne, wydrukowane, opieczętowane i zwieńczone zamaszystą parafką. Pisząc, zostawiamy ślad po sobie - czy to w Wielkiej Sieci, czy to w tajnych archiwach firm, banków, urzędów wszelkiej maści... Dajemy losowi wyraźny sygnał: tu jestem, to jest moje zdanie, taką decyzję podjęłam i nie wyprę się tego, bo potwierdziłam ją swoją niepowtarzalną sygnaturą.
Nie każdy z nas gotów jest do podjęcia tego ogromnego ryzyka.
Przekonała się o tym ostatnio moja mama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
