Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

Refleksje cioci Lululi. Migawki z ostatniego tygodnia


Im dłużej żyję, tym częściej przekonuję się, że moja pamięć ma charakter wybitnie migawkowy. Zamiast kilometrowych ciągów przyczynowo-skutkowych zapisują się w niej pojedyncze mgnienia, rozbłyski przeszłości - zarówno tej odległej, dziecinno-naiwnej, jak i tej zupełnie jeszcze świeżej, dopiero co wykluwającej się z teraźniejszości. Lekko wyblakłe, przykurzone - jak fragmenty starych filmów urywających się znienacka - i, jak stare nieme filmy, opatrzone pięknie wykaligrafowanymi etykietkami z napisami...

Może tak najwygodniej przechowuje się dane w mózgu? Zdefragmentowane, poukładane w odpowiednich szufladkach klastry informacji skondensowanych do niezbędnego minimum? Oto próbka takich migawek z minionego - szalenie intensywnego - tygodnia. Zawartość Nulkowej głowy wzbogacona naprędce o kilka wniosków (żeby nikt mi nie zarzucał, iż pędzę żywot bezrefleksyjny i jałowy). :-) Kolaż tematów, wrażeń i błahostek.

środa, 13 marca 2013

Granice muzycznej przyzwoitości

Już od kilkunastu lat nie śpiewałam publicznie (no, chyba że przy ognisku i po solidnej porcji jakiegoś procentowego "znieczulacza" - dla widowni, nie dla mnie...). Nie umiem - choć kiedyś, w okolicach szkoły podstawowej, szło mi to całkiem nieźle. Niestety, brak regularnych ćwiczeń "aparatury" robi swoje - straciłam głos, pewnie już na amen... Dlatego nie śpiewam publicznie i basta.

Nie znaczy to jednak, że w ogóle nie wydaję z siebie dźwięków nawiązujących mniej lub bardziej do tego, co w powszechnym przekonaniu uchodzi za muzykę. Owszem, zdarza mi się nucić coś pod nosem, kiedy prowadzę samochód, sprzątam, zmywam gary albo coś pichcę. Śpiewam też od czasu do czasu w kościele, choć z racji grzesznego żywota, jaki pędzę obecnie, nieczęsto miewam do tego okazję... A szkoda, bo podobno ten, kto śpiewa, modli się dwa razy. O ile, oczywiście, wierzy się w moc modlitwy.

środa, 25 kwietnia 2012

Wiedźmowym okiem: Niewygodna poduszka. "D o w n_u s"

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Toteż - zdobywszy wejściówkę do Teatru STU na premierę sztuki "D o w n_u s" i zobaczywszy moje miejsce siedzące na poduszce na schodach - uznałam, że nie ma powodu, by marudzić, w końcu znajduję się w świątyni sztuki etc. etc. Miejscówka okazała się średnio komfortowa... Dopiero później pomyślałam, że ta "niewygodna poduszka" to znakomity klucz do całego spektaklu, wyreżyserowanego przez Dariusza Starczewskiego.

Bo niewygodna poduszka uwiera. Nie pozwala ani zasnąć, ani usiąść, ani oprzeć się porządnie... Psuje harmonię. Zakłóca wypoczynek. Odbiera spokój. Zupełnie jak ciążowy brzuszek - tak często odgrywany przez poduszki w rozmaitych zabawach albo przedstawieniach - niszczy świat, który wybudowali sobie z mozołem bohaterowie sztuki. 

Ona i on. Mieszkanie - wreszcie wspólne. Pieczołowicie ustawiane meble - gigantyczne klocki, z których trzeba wciąż budować świat zamknięty w czterech ścianach. I nagle, niczym grom z jasnego nieba, wiadomość o ciąży. I o tym, że być może, zapewne, możliwe, bo kto to wie, nie ma pewności, ale istnieje ryzyko, pojawia się jedna maleńka szansa, a raczej niebezpieczeństwo, ograniczone wprawdzie do minimum, lecz obecne, dyndające nad głowami bohaterów niczym malutki, choć wciąż groźny miecz Damoklesa. Promil. Cień. Niuans. 


środa, 28 marca 2012

Cudze dzieci

Zdarza Wam się rzucać na ludzi, za którymi nie przepadacie, klątwy? Mnie osobiście - rzadko, bo wolę ważyć słowa, ale z dzieciństwa pamiętam jedno straszliwe przekleństwo, którym moja babcia obdarzała każdego, kto zalazł jej za skórę... "Obyś cudze dzieci bawił" - mruczała wtedy pod nosem, mrużąc złośliwie oczy. Pojawiał się niekiedy także drugi, pedagogiczny wariant, czyli "obyś cudze dzieci uczył", sens pozostawał jednak podobny - babcia uważała, że nie ma nic gorszego od konieczności zajmowania się cudzym potomstwem... zwłaszcza gdy brakuje własnego.

Minęło kilkanaście lat, babcia straciła wigor i już nikogo nie przeklina. A ja? Ja bawię cudze dzieci, przy okazji odkrywając nowy sens owych rzucanych kiedyś przez seniorkę rodu słów.

Nie, wbrew pozorom nie wylądowałam na etacie w szkole tudzież przedszkolu, choć przyznam, że jeszcze kilka lat temu, jako poważna studentka polonistyki, brałam taką ewentualność pod uwagę i to na tyle poważnie, by zrobić wszelkie kursy uprawniające mnie do znęcania się nad młodzieżą na lekcjach polskiego. Ja po prostu - w nie do końca zrozumiały dla mnie sposób - trochę się spóźniłam na akcję "Produkujemy Potomstwo", w której wzięła udział większość moich znajomych.