Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 stycznia 2014

Niewidzialność

Mogłoby się wydawać, że - jak przystało na Wiedźmę - panuję dość nieźle nad swoimi czarodziejskimi mocami. I tak też się zazwyczaj dzieje, zwłaszcza jeśli chodzi o kuchenne czary-mary. Kwestia wprawy. Ale nad jednym zaklęciem nie mam, niestety, władzy, choć bardzo chciałabym, aby stało się inaczej...

To zaklęcie na niewidzialność.

niedziela, 1 grudnia 2013

Krótka historia o tym, jak Klips ocyganił Cygankę

Kto mnie zna, ten wie, że uwielbiam przebieranki wszelkiego rodzaju i że nie jest dla mnie problemem narobić sobie obciachu, pojawiając się tu czy tam w nie do końca konwencjonalnym stroju. Zresztą, z moim wzrostem i wymiarami i tak zazwyczaj wyróżniam się z tłumu, więc kwestia stroju nie robi już większej różnicy... ;-)

Dlatego bez namysłu - choć w żartach - zaproponowałam koleżance z pracy, że zajrzę na imprezę andrzejkową jej córki w przebraniu Cyganki i powróżę. Pomysł przeszedł i przez kilka dni obmyślałam szczegóły stroju, tak by nie wystraszyć niewinnych dzieciątek z podstawówki, a jednocześnie - nie wyglądać zbyt zwyczajnie. Wczoraj, na kilka godzin przez planowanym wejściem smoka (smoczycy właściwie...), gotowe były nawet wróżby dla młodzieży, bo przecież co to za Cyganka, która nie powróży. ;-) A ja nie mogłam się doczekać wieczoru w miłym towarzystwie. 

Najpierw trzeba było jednak na tę imprezę dojechać.
I tu zaczęła się przygoda...

wtorek, 18 grudnia 2012

Cygańska krew

Dawno już nie spotkałam w Krakowie cygańskiej wróżki. Nachalne kobiety, okutane w wielowarstwowe spódnice, dopadające podróżnych przy przejściu podziemnym nieopodal dworca - to, podobnie jak grajkowie-żebracy wędrujący po tramwajach - obrazek z pierwszych lat mojego pobytu w tym grodzie. Obrazek, który zdążył już nieco rozmyć się w moich wspomnieniach...

Dziś odżył.

Razem z moją ulubioną mieszkanką Londynu wybrałyśmy się do kawiarni, by w całym tym przedświątecznym zamieszaniu odsapnąć sobie i nadrobić towarzyskie zaległości. Było wczesne popołudnie, K. zniknęła na moment, a ja wykorzystałam tę okazję do sprawdzenia wiadomości w telefonie. Gdy podniosłam wzrok znad ekranu, przede mną stała maleńka staruszeczka o typowo cygańskiej urodzie, owinięta w nieco zbyt obszerną kurtkę. Uśmiechała się zachęcająco - wyraźny znak, że czegoś będzie ode mnie chcieć. No tak... Już po chwili rozległo się śpiewne pytanie:

- Powróżyć?

poniedziałek, 30 lipca 2012

Nieco przerażająca perfekcja ;-)

Zawsze uważałam robienie porządków za coś w rodzaju magii. :-) Kilka machnięć ściereczką lub odkurzaczem i - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - otoczenie zmienia się niekiedy nie do poznania... Daleko mi jednak do perfekcji. Nie przepadam za niektórymi pracami domowymi, czasami też najzwyczajniej w świecie nie chce mi się zetrzeć kurzu z lodówki czy też z najwyższej półki (w tym miejscu pozdrawiam Mike'a, który mi to ostatnio wypominał)... W końcu to nie ja mam być przyjazna dla otoczenia, ale ono dla mnie - prawda?

Sprzątam więc tak, żeby mi było dobrze, a nie tak, żeby wszystko zawsze lśniło. Gdy zamęt w szafie czy też na półkach z książkami (tam nieustannie trwa rotacja tomów...) osiągnie moment krytyczny - wywalam wszystko i układam od nowa. Myję podłogę. Odkurzam kąty. Przerabiam niepotrzebne mi do niczego biurko na komódkę za pomocą pożyczonej wyrzynarki (w tym miejscu z kolei pozdrawiam Marcina, właściciela tego wspaniałego sprzętu!). Układam słoiki w kredensie według kolorów zawartości (mamo, tutaj pozdrawiam Ciebie! :-D)...

czwartek, 29 marca 2012

Kiedy maluję

Już jako kilkuletni, wiecznie domagający się czytania wredny bachor lubiłam w wolnych chwilach sięgać po kredki, pisaki albo inne mazidła i odwzorowywać świat. Przez jakiś czas moim ulubionym motywem był koń ciągnący wśród pagórków wóz pełen siana (prawie jak u Schulza w Genialnej epoce...), który pojawiał się niemal na każdej pustej powierzchni, jaką tylko udało mi się dopaść. 

To była taka dziecięca wersja horror vacui, która zmuszała mnie do zamalowywania wszelkich wolnych powierzchni moimi bazgrołami. Szczególnie upodobałam sobie towar deficytowy, jakim były pudełka po czekoladkach - tworzyły bowiem eleganckie, gotowe ramy, w których moje dziecinne bohomazy prezentowały się szczególnie imponująco. Do dziś walają się pewnie gdzieś po kątach rodzinnego domu przykłady mojej wczesnej twórczości... Czysta abstrakcja, proszę państwa, wymieszana z nikiforyzmem pierwszej wody!


niedziela, 29 stycznia 2012

Z WIEDŹMOWEJ KUCHNI: Zapach chleba

Myślę, że prawdziwy dom to miejsce, które pachnie chlebem. Świeżutkim, z lekko chrupiącą skórką, parującym jeszcze i sprężystym miąższem, który zjada się później co do okruszyny. Na drożdżach lub na zakwasie, z mąki pszennej, żytniej, z orkiszu - to nieważne, to tylko niuanse. Byle tylko - był.


A skoro tak, to mój prawdziwy dom jest tutaj, w Krakowie. Bo dopiero tu i teraz, na mojej łagiewnickiej górce, odważyłam się upiec chleb. Własny. Taki jak lubię.


W Grodzisku chleb się kupowało - od Gwoździa, najlepszy. Tamten smak będę pamiętać zawsze, choćbym nawet zapomniała, jak się nazywam. Przywożony o świcie z dopiero co otwartej piekarni, już podczas jazdy na rowerze wyglądał z zakupowej torby i wodził na pokuszenie... A później? Posmarowany lekko masłem i odrobinę posolony stanowił najwspanialszą część leniwych letnich poranków w czasach, kiedy jeszcze nie w głowie mi były przeprowadzki do jakiejś tam odległej Galicji.



środa, 18 stycznia 2012

Wiedźmy. Instrukcja obsługi ;-)

Nie pamiętam już, kto pierwszy nazwał mnie Wiedźmą. Ale musiało to być już dawno temu, bo zżyłam się z tym mianem i nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek mogła (i chciała) się od niego uwolnić. ;-) Później, dużo później, na pamiętnej imprezie sylwestrowej w Książu Wielkim okazało się, że nie jestem jedyną Wiedźmą na tym świecie, ba, że w samym Krakowie jest nas cztery, a niebawem pojawi się na świecie piąta, wyjątkowa. :-) Może więc czas przedstawić się światu i raz na zawsze wyjaśnić pewne kwestie? Oto "Instrukcja obsługi Wiedźm". Uproszczona, dodajmy. Na potrzeby świata.  



czwartek, 12 stycznia 2012

Wieczór pachnący cynamonem...

Zapach cynamonu kojarzy mi się z domem i poczuciem bezpieczeństwa. Z jabłecznikiem mojej mamy. Z ryżem, który - odkąd pamiętam - jadło się u mnie w domu właśnie z tą przyprawą. I z wieczorami zimowymi, spędzanymi przy gorącej herbacie, już tutaj, w Krakowie. Jeśli gdzieś się zadomowię, prędzej czy później pojawia się w tym miejscu cynamonowa nuta...






 Nie wyczujesz jej od razu. Czasami zagłusza ją zapach książek, świeżo upieczonego ciasta, czasem wątły, chemiczny aromat płynu do naczyń albo... woń miasta i tego słynnego krakowskiego smogu, wdzierająca się do mojej samotni przez uchylone okno. Jednak prędzej czy później pojawi się cynamon. I wtedy - wiedz o tym - znajdujesz się najbliżej mnie i całej mojej magii... :-)