Moja mała namiastka raju na ziemi cała jest ze szkła. I może odrobinę - z porcelany. Albo z porcelitu, bo i ten się trafi od czasu do czasu. To królestwo kruchości i światła balansującego na nierzeczywistej, niemal niewidzialnej krawędzi między materią a powietrzem. Bajka zastygająca w eleganckich, prostych formach.
Kiedy jest mi źle i obco, wsiadam w autobus, później w tramwaj i w kolejny autobus. I jadę - za siedem gór i rzek. Do sklepu, w którym mogę godzinami przechadzać się po dziale z wyposażeniem kuchennym. Tak, to właśnie mój raj: granice wyznaczają z jednej strony dostojne komplety obiadowe, z drugiej zaś - kieliszki do wina upozowane jak baletnice na doskonale delikatnych nóżkach.