Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2015

Jak Nula została królową ciemności

Choć z natury jestem ciemną blondynką - a przynajmniej taki kolor wmawiają mi zazwyczaj fryzjerzy - i wiedźmą, czyli przedstawicielką sfery zła, mroku i ciemnych mocy, nigdy jakoś nie przepadałam za absolutną ciemnością. Lubię świece, ogniska, lampy stołowe, łagodnym kręgiem blasku wyznaczające granicę między tym, co widome, a tym, co pozostaje ukryte w miękkim, bezdźwięcznym cieniu. Lubię widzieć. Zwłaszcza gdy pracuję. 

Każda wiedźma jest też zazwyczaj czyjąś córką (i nie mam tu na myśli bycia metaforycznym pomiotem szatana etc.). Tak się składa, że ja jestem dziecięciem elektryka (jak to było w przysłowiu - pod latarnią najciemniej?). Niepraktykującego na co dzień, gwoli ścisłości, ale jednak elektryka pełną gębą. A co za tym idzie, wszelkie kryzysy związane z prądem do tej pory rozwiązywałam zaocznie - wzywając na pomoc staruszka albo choć konsultując z nim większość działań. Inna rzecz, że zwykle problemów tego typu nie miewałam - omijały mnie? - toteż umiem zabezpieczyć ścianę przed kopaniem przy malowaniu, radzę sobie z wymianą żarówek i... już. Nie musiałam jakoś nigdy stawać wobec konieczności większych ingerencji. A w Grodzisku - czyli w domu, w którym ewentualnie co jakiś czas zdarzały się elektro-awarie - jest od tego ojciec. To się wie.

I to się mści.
A przynajmniej... zemściło się dzisiaj. ;-) 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Chodź, pomaluj mój świat... ;-)

Dawno, dawno temu pewien pan doktor z Gołębiej w Krakowie, specjalizujący się w historii języka polskiego i wielogodzinnych dygresjach na rozmaite życiowe tematy, rzekł był do gromady zasłuchanych studentek (i jedynego studenta): "Proszę państwa, bo polonista powinien się znać na WSZYSTKIM!". Mniejsza o kontekst - zaginął w zalewie anegdotek, którymi przystrojony w imponującą muchę oraz typowo akademicką marynarkę z łatami na łokciach naukowiec lubił nas uraczać. Jedno mogę po latach powiedzieć z pewnością: gość miał rację. Oj, miał...

Przypominam sobie te słowa za każdym razem, gdy staję przed nowym wyzwaniem. Albo - pod. Jak dziś, gdy wyzwaniem okazało się malowanie sufitu w grodziskiej kuchni. :-) 



Nie ma to jak trochę się upaćkać...

wtorek, 22 maja 2012

Gdzie jesteś, Profesorku?

Jednym z największych atutów mojej pracy w wydawnictwie jest bezpośredni dostęp do Szopa i InDyka, czyli Photoshopa i InDesigna. Dzięki temu - prócz moich normalnych obowiązków - mogę na bieżąco wyżywać się w dziedzinie, którą lubię: projektowaniu reklam, prezentacji itd. Dziś, składając błyskawicznie kolejną reklamę jednej z naszych nowości (kupujecie "Samo Zdrowie"? To zerknijcie w czerwcu), przypomniałam sobie  ni stąd, ni zowąd, że jeszcze 10 lat temu moja wizja zawodowej (no dobra, nie tylko zawodowej, ale dziś skupiam się na tym temacie) przyszłości wyglądała zupełnie inaczej... 

Jako rasowy kujon od najwcześniejszych lat szkolnych słyszałam, że z takimi zdolnościami do uczenia się powinnam kiedyś zostać naukowcem. Nie określano dziedziny - zresztą, dobrze radziłam sobie z niemal każdym przedmiotem (poza wuefem...). Miałam być naukowcem i basta.


czwartek, 29 marca 2012

Kiedy maluję

Już jako kilkuletni, wiecznie domagający się czytania wredny bachor lubiłam w wolnych chwilach sięgać po kredki, pisaki albo inne mazidła i odwzorowywać świat. Przez jakiś czas moim ulubionym motywem był koń ciągnący wśród pagórków wóz pełen siana (prawie jak u Schulza w Genialnej epoce...), który pojawiał się niemal na każdej pustej powierzchni, jaką tylko udało mi się dopaść. 

To była taka dziecięca wersja horror vacui, która zmuszała mnie do zamalowywania wszelkich wolnych powierzchni moimi bazgrołami. Szczególnie upodobałam sobie towar deficytowy, jakim były pudełka po czekoladkach - tworzyły bowiem eleganckie, gotowe ramy, w których moje dziecinne bohomazy prezentowały się szczególnie imponująco. Do dziś walają się pewnie gdzieś po kątach rodzinnego domu przykłady mojej wczesnej twórczości... Czysta abstrakcja, proszę państwa, wymieszana z nikiforyzmem pierwszej wody!