Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ucieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ucieczka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 grudnia 2014

Kuchenne drzwi

Zniknęłam stąd blisko trzy pory roku temu, w ostatni wieczór zimy. Ukradkiem, bez pożegnania, bo to jedna z tych (licznych ostatnio...) rzeczy, które zdecydowanie mi w życiu nie wychodzą. Nie planowałam tej przerwy - po prostu tak wyszło. Zamknęłam cichutko drzwi do bloga, żeby zmierzyć się z potworem, którego nie da się zakląć w posłuszne litery: z samą sobą.

I tak jakoś wyszło, że zima - która w Wielkopolsce panoszy się od zaledwie kilku dni - skuła tamto moje zniknięcie i dzisiejszy powrót lodowatą, kruchą klamrą. Wracam. Nie wiem, czy na długo. Ale zbyt wiele słów skłębiło się już w mojej głowie - gdzieś przecież trzeba je wyrzucić, na nowo przyuczając oporne palce do żmudnej pracy pod dyktando... głowy? duszy? serca? żołądka? No, powiedzmy ogólnie, że tego organu, który aktualnie każe mi się tu wywnętrzać. I który... tęsknił.

Oszczędzę sobie i światu (o ile świat raczy zauważyć) wynurzeń na temat tego, co działo się ze mną wiosną, latem i jesienią. Po prostu - wrócę do tego mojego małego wirtualnego kąta ulubioną drogą tych, którzy nie chcą narobić zbędnego hałasu: kuchennymi drzwiami. :-) 

I zobaczymy, co z tego wyniknie.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Dlaczego na weselach nie wypada czytać książek?

Tytuł największego koszmaru roku 2012 - o ile między wrześniem a grudniem nie wydarzy się coś naprawdę spektakularnego - mogę przyznać awansem wydarzeniu, które odbyło się w minioną (na szczęście) sobotę... Nie zrozumcie mnie źle: ślub mojego kuzyna, bo o tym właśnie koszmarze piszę, był naprawdę piękny (choć końcówkę mszy w kościele zakłóciły nieco orkiestry dęte maszerujące na rynek tuż przy klasztorze - jak na złość w sobotę odbywały się tzw. Gronalia), wesele zorganizowane profesjonalnie, para młoda urocza... a ja naprawdę poszłam tam z nastawieniem, że przecież nie może być aż tak źle. Mimo początkowego załamania, o którym pisałam tutaj.

No i mam za swoje...

Tu już nawet nie chodzi o to, że na imprezie były SAME pary. I że tańce - nawet do najnowszych hitów - odbywały się WYŁĄCZNIE w parach. I że siedziałam przy krańcu stołu, tuż przy parkiecie, żeby dobrze to widzieć. Nie chodzi o to, że jak już wszyscy lądowali na parkiecie - czyli co jakieś 15 minut - to siedziałam przy tym stole sama jak palec. Czarę goryczy przelał fakt, że co kilka minut jedna z cioć przychodziła współczująco poklepać mnie po plecach. Rozumiecie?! Ona już nawet nie zadawała niewygodnych pytań... ona po prostu uznała mój życiowy upadek w staropanieństwo za totalny i ostateczny!

piątek, 30 marca 2012

Wielkanoc w domu

Tak, jadę do domu na Wielkanoc - to oświadczenie z mojej strony wywołało co najmniej zdziwienie na twarzach kilkorga znajomych, którzy w ostatnim czasie zapytali mnie o moje plany na początek kwietnia. Pół tysiąca kilometrów do przebycia w jedną stronę, kilka godzin intensywnej jazdy Białą Strzałą, tylko po to, by po zaledwie kilku dniach wrócić do Krakowa. Czy mi się opłaca? Pewnie nie - paliwo kosztuje, a i wysiłek jest niebagatelny - tych kilka godzin skupienia za kółkiem, najprawdopodobniej poprzedzonych kilkoma godzinami w pracy. Ale przecież nie o to chodzi...

Może nie jestem jeszcze na tyle dorosła, by całkowicie odciąć się od domu rodzinnego i zdecydować na samotne święta w Krakowie? Czasem kusi mnie wprawdzie myśl, żeby właśnie w te wolne, świąteczne dni wyjechać gdzieś i po prostu pobyć tylko ze sobą. Przemyśleć kilka spraw na spokojnie i w ciszy... Ale przecież ja właśnie na co dzień jestem sama i mam dość czasu na myślenie i kontemplowanie tej pustki moich 33 mkw.


czwartek, 22 marca 2012

Uzależnienie

Ha, więc przyznajesz się, Wiedźmo! Znów oddajesz się temu niecnemu procederowi, za który powinno ci się, jak za starych dobrych czasów, przykładnie obciąć uszy! Znów pozwalasz sobie na to szaleństwo, choć wiesz dobrze, że nie przyniesie Ci ono nic dobrego! Nieszczęsna! Sama skazujesz się na potępienie...


Odwracasz oczy, zawstydzona. Racja, powinnaś się wstydzić słabości swojego charakteru. A przecież obiecywałaś sobie tyle razy, że skończysz z tym raz na zawsze! Wiesz dobrze, że nie powinnaś, a przecież już widzę, że drżącymi palcami gładzisz już pokrętło radia. Nawet nie próbuj! Nie waż się! Nie...


No tak, masz jak zwykle w nosie głos własnego rozsądku. Już odpływasz gdzieś na falach muzyki, nie bacząc, że jej szybki prąd może zanieść cię w nieznane i groźne rejony... Spod przymkniętych powiek nie dostrzeżesz żadnej rafy. Wypełnione muzyką uszy nie przyniosą ci w porę wieści o alarmie. Stopa delikatnie wystukująca rytm nie poniesie cię  dostatecznie prędko ku bezpiecznej kryjówce...


Czas spojrzeć prawdzie w oczy.
Uzależniłaś się od muzyki. Od tych cholernych piosenek o miłości.



środa, 21 marca 2012

Rocznicowo i wiosennie

Z czym kojarzy Ci się pierwszy dzień wiosny? Ze słońcem i beztroską? Z krokusami nieśmiało wyglądającymi spod śniegu? A może z połowicznie usankcjonowanymi szkolnymi wagarami? Mnie ten dzień już chyba zawsze będzie kojarzyć się z porażką, która zmieniła się po czasie w moje największe zwycięstwo. 

Dokładnie rok temu ktoś - tak po prostu - zniknął sobie z mojego życia. 
Spakował swoje rzeczy i uciekł cichcem, jak złodziej, gdy ja byłam w pracy.
Nigdy nie zapomnę tej chwili, w której weszłam do mieszkania i w ułamku sekundy uderzył mnie niepokój. Coś się zmieniło. 

Zostały mi wtedy puste półki i bałagan. I gorycz, której nie da się zmyć żadnymi łzami, którą mozolnie usuwa dzień po dniu tylko jeden specjalista - czas. Dla mnie był on, co tu kryć, wyjątkowo łaskawy, szybko zastępując dławiący gardło żal najpierw wściekłością, która osusza oczy i zaciska dłonie w pięści, a później - powolnym, lecz skutecznym zapominaniem. Pamiętaj, to jedyna kuracja skuteczna na 100%. Mogę Ci to zagwarantować.