Nie będę zaprzeczać. Znowu to zrobiłam. Kilkanaście dni temu bezczelnie, z premedytacją i pewnym krokiem, choć bez zbędnych fanfar i tortów (bo co to za frajda, gdy się samej sobie piecze tort?), wkroczyłam w kolejny rok życia, kończąc straszliwe 31 lat.
Niby nic. Przecież na ogół to 30. urodziny uznawane są za te wyjątkowe i znaczące - bo zmienia się cyferka na początku, bo człowiek wkracza w nowy etap dorosłości, bo dla kobiety to taka trauma... 31. rocznica przyjścia na świat wygląda przy tym niepozornie. Ani to okrągłe, ani efektowne, ani się nie dzieli na jakieś rozsądne etapy. W sumie - bardzo niewygodna sprawa.
A dla mnie 31 jest ważną liczbą. Bo przez ostatni rok, dzielący ją od tej krąglutkiej, słynnej 30-stki, dokonałam co najmniej 31 odkryć w różnych kategoriach. O sobie. O ludziach. I o świecie - no, może nie o całym, ale o moim z pewnością. Wypisałam je sobie, żeby, kiedy mi już przejdzie zamiłowanie do liczb pierwszych, nie zapomnieć o żadnym.
* * *
Kategoria nr 1: samookaleczenia. Potrafię sama obciąć sobie grzywkę. A jak się uprę, to i wycieniować włosy. Niby nic, ale jednak zakup nożyczek fryzjerskich i prostej maszynki z trymerem okazał się kamieniem milowym w dziejach mojej - coraz krótszej - fryzury. Nie muszę już przeżywać katuszy, czekając, aż moja ulubiona i oblegana grodziska fryzjerka będzie mieć dla mnie czas i miejsce. Tnę się. Sama. I - zgodnie z zasadą "ładnemu we wszystkim ładnie, a brzydkiemu - wszystko jedno" - nie dopuszczam do tego, by efekt, jaki by nie był, spędzał mi sen z powiek. ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remont. Pokaż wszystkie posty
środa, 14 października 2015
poniedziałek, 23 lipca 2012
Chodź, pomaluj mój świat... ;-)
Dawno, dawno temu pewien pan doktor z Gołębiej w Krakowie, specjalizujący się w historii języka polskiego i wielogodzinnych dygresjach na rozmaite życiowe tematy, rzekł był do gromady zasłuchanych studentek (i jedynego studenta): "Proszę państwa, bo polonista powinien się znać na WSZYSTKIM!". Mniejsza o kontekst - zaginął w zalewie anegdotek, którymi przystrojony w imponującą muchę oraz typowo akademicką marynarkę z łatami na łokciach naukowiec lubił nas uraczać. Jedno mogę po latach powiedzieć z pewnością: gość miał rację. Oj, miał...
Przypominam sobie te słowa za każdym razem, gdy staję przed nowym wyzwaniem. Albo - pod. Jak dziś, gdy wyzwaniem okazało się malowanie sufitu w grodziskiej kuchni. :-)
Przypominam sobie te słowa za każdym razem, gdy staję przed nowym wyzwaniem. Albo - pod. Jak dziś, gdy wyzwaniem okazało się malowanie sufitu w grodziskiej kuchni. :-)
Nie ma to jak trochę się upaćkać...
niedziela, 12 lutego 2012
Nawet Tuwim pisał o mnie...
Wczoraj przypominałam sobie księżycowego Andrzeja Bursę. Dziś przyszedł mi do głowy inny poeta, równie bliski, choć definiujący świat zupełnie inaczej. O Julianie Tuwimie i jego wierszach mogłabym pisać sporo - i pewnie jeszcze będę - ale dziś przypomniał mi się bardzo konkretny i wyjątkowy, bo skierowany do dość młodego odbiorcy, tekst. Tekst o mnie.
Jest taka Zosia,
Nazwano ją Zosia-Samosia,
Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"
Ważna mi dama!
Kto czytał, ten wie, że Zosiny wizerunek w oczach podmiotu lirycznego nie przedstawia się najlepiej. Ale ja nie o tym... Przypomniałam tutaj ten uroczy, acz złośliwy wierszyk, bo sama zostałam już u zarania dziejów zaprogramowana na "zosiosamosizm". A początek 2012 roku przyniósł mi kilka okazji do przemyślenia tej właśnie cechy mojego charakteru.
Jest taka Zosia,
Nazwano ją Zosia-Samosia,
Bo wszystko "Sama! Sama! Sama!"
Ważna mi dama!
Kto czytał, ten wie, że Zosiny wizerunek w oczach podmiotu lirycznego nie przedstawia się najlepiej. Ale ja nie o tym... Przypomniałam tutaj ten uroczy, acz złośliwy wierszyk, bo sama zostałam już u zarania dziejów zaprogramowana na "zosiosamosizm". A początek 2012 roku przyniósł mi kilka okazji do przemyślenia tej właśnie cechy mojego charakteru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
