Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kominiarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kominiarz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2013

Refleksje cioci Lululi. Migawki z ostatniego tygodnia


Im dłużej żyję, tym częściej przekonuję się, że moja pamięć ma charakter wybitnie migawkowy. Zamiast kilometrowych ciągów przyczynowo-skutkowych zapisują się w niej pojedyncze mgnienia, rozbłyski przeszłości - zarówno tej odległej, dziecinno-naiwnej, jak i tej zupełnie jeszcze świeżej, dopiero co wykluwającej się z teraźniejszości. Lekko wyblakłe, przykurzone - jak fragmenty starych filmów urywających się znienacka - i, jak stare nieme filmy, opatrzone pięknie wykaligrafowanymi etykietkami z napisami...

Może tak najwygodniej przechowuje się dane w mózgu? Zdefragmentowane, poukładane w odpowiednich szufladkach klastry informacji skondensowanych do niezbędnego minimum? Oto próbka takich migawek z minionego - szalenie intensywnego - tygodnia. Zawartość Nulkowej głowy wzbogacona naprędce o kilka wniosków (żeby nikt mi nie zarzucał, iż pędzę żywot bezrefleksyjny i jałowy). :-) Kolaż tematów, wrażeń i błahostek.

piątek, 2 marca 2012

Spotkanie z łagiewnickim kominiarzem

Wspominałam już o tym, że mam wybitne uzdolnienia w dziedzinie pakowania się w kłopoty tudzież rozmaite zabawne sytuacje? :-) Na pewno tak. A dziś rano spotkała mnie przygoda - czy też: przygódka - która potwierdza tę tezę. 

Zaczęło się - jak co rano w dni powszednie - od odwiecznego pytania: czy autobus o 8.10 pojechał już, czy znów się spóźni? Gwoli ścisłości dodam, że była godzina 8.09 i że odpowiedź na owo pytanie bynajmniej nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać człowiekowi nieprzyzwyczajonemu do rozkładu jazdy przemykających przez krakowskie Łagiewniki pojazdów MPK. W 4 przypadkach na 5 możliwych tygodniowo autobus spóźnia się o 5-10 minut. Ale raz w tygodniu zjawia się punktualnie. Tylko mnie zazwyczaj nie chce się na niego czekać i dystans dzielący mnie od pętli (na której czeka kolejny autobus) pokonuję zwykle pieszo.

Tak było i dzisiejszego poranka. Ruszyłam dziarsko przed siebie (jak to dobrze, że mieszkam na górce i te poranne zejścia nadają mi rozpęd, który mogę później wykorzystać w pracy) iw błyskawicznym tempie dotarłam do krzyżówki przy pętli. A tam - niespodzianka!