Jako dziecko poznające dopiero magię liter, dziwiłam się dorosłym, którzy woleli czytać książki bez obrazków, a nie pięknie ilustrowane bajki i baśnie, których pełno było na mojej półce na zabawki. Jak można było wybierać jakieś mroczne i brzydko wydane peerelowskie kryminały zamiast uroczej serii "Poczytaj mi, mamo"? Zwłaszcza, że te miniaturki opatrzone charakterystyczną tylną stroną okładki były ilustrowane naprawdę dobrze - pamiętam ogromne zdumienie, gdy odkryłam, że do kilku z nich ilustracje przygotowywała moja ukochana autorka z czasów "nastoletniości": Małgorzata Musierowicz...