Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 grudnia 2015

Efekt gołębia!

Anegdotę o trzepocie skrzydeł motyla w Massachusetts, który wywołać może burzę w Szczebrzeszynie, zna chyba każdy - jeśli nie z opracowań dotyczących teorii chaosu, to z głośnego filmu z Ashtonem Kutcherem. No, ewentualnie z "Motyliady" Grzegorza Turnaua i Basi Gąsienicy-Giewont - całkiem przyjemnej piosneczki poświęconej innemu badaczowi chaosu - prof. Marianowi Mrozkowi.

Motyl - stworzonko piękne i pełne gracji - idealnie wpasował się w historyjkę, łącząc naukę z poezją. 


No, ale... nie każdy zasłużył sobie na motyla.

Są bowiem na tym świecie jednostki tak ponure, tak przyziemne, tak pozbawione poezji i - nomen omen - polotu, że los (a może - chaos?) nie chce na nie marnować subtelnych symboli. Pewnie dlatego zamiast efektu motyla doznałam dziś... efektu gołębia.

środa, 26 lutego 2014

Senny przemyt

Są informacje, które - choć ważne dla tak zwanej ludzkości - spływają po mojej świadomości jak woda po kaczce, nie pozostawiając w niej żadnych śladów i nie wywołując głębszej refleksji. Wiem, wiem, nie jest powodem do chluby fakt, że nie wylewam łez z powodu malejącej populacji tego czy innego chrząszcza w Azji, że nie spędza mi snu z powiek jakiś nierozwiązywalny problem matematyczny albo nierozwikłana zagadka fotosyntezy... Przepraszam, jestem tylko wiedźmą o małym rozumku i pokręconej wyobraźni, którą stymuluje głównie ideowy plankton: paradoksalne błahostki, myślowe świecidełka i okruchy informacji... 

To właśnie nimi zachwycam się najintensywniej.
I właśnie one skłaniają mnie najczęściej do myślenia: ciekawostki na ostatnich stronach gazet, informacje z przypisów, ramek i dodatków, niesprawdzone lecz urocze drobiazgi, które nigdy nie trafią do poważnych podręczników i opracowań. Informacyjny plebs, gildia wiadomości zbędnych i niewiele wartych, a jednak kuszących - oto moi przyjaciele i sojusznicy, oto dzicy lokatorzy w mojej przepełnionej łepetynie.

Tak, po tym ideologicznym wstępie mogę przejść do właściwego zagadnienia, czyli nowej błyskotki w mojej kolekcji niepotrzebnych informacji opatrzonych hasłem "Wyczytałam gdzieś, że...". ;-)

czwartek, 28 lutego 2013

Luty w pięciu smakach

Uwaga! W dzisiejszym odcinku programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie..." zajmiemy się wyjątkowym zniknięciem. Otóż zwiał mi dokądś cały luty!
Sypnął śniegiem, by odwrócić moją uwagę, poszczypał nieco w policzki, zawrócił w głowie parapetówką i urodzinami mojej mamy, i ani się obejrzałam, a już zaczął zwijać swój zimowy interes. Za kilka godzin pewnie znikną po nim wszelkie ślady... a ja zostanę na lodzie. Choć - sądząc po prognozach pogody - raczej w kałuży.

Próbowałam go łapać, ale bezskutecznie. Po prostu przeciekł mi przez palce - jak czas w jednym z moich ulubionych wierszy Haliny Poświatowskiej (pisałam o nim tutaj). Zostało po nim tylko pięć smaków - po jednym na każdy palec. ;-)

wtorek, 4 września 2012

Sennik cygański

W nocnych pociągach prawdziwym podróżnikom śnią się prawdziwie cygańskie sny. Wystarczy wtulić się w kąt przedziału i przykryć lekkim, polarowym kocem. Poduszkę zastąpić może z powodzeniem plecak lub torba, w ostateczności - kurtka tudzież szalik. Stłumione chłodną mgiełką światła mijanych dworców - to nasze lampki nocne, światełka nadziei w morzu nieprzeniknionej wrześniowej nocy. Szum świata, stukot pociągu - melodia kołysanki... Jak niewiele trzeba, by stworzyć sobie namiastkę bezpiecznego domu. 

Ludzie boją się sypiać w nocnych pociągach. Wsiadają do nich niepewni, przestraszeni legendami o złodziejach zaopatrzonych w gaz usypiający i inne niebezpieczne środki. Nerwowo rozkładają walizki na półkach, przyciskają do piersi saszetki z pieniędzmi i zastygają na swoich miejscach, wpatrzeni w groźne oczy nocy, czasami odgradzając się od nich książką lub słuchawkami pełnymi muzyki dnia. Niekiedy ratują się rozmową, odganiając sen żartami, anegdotami lub plotkami. Oszukują czas, racząc się kanapkami przeznaczonymi na śniadanie. Blefują nieudolnie - byle nie zasnąć...

poniedziałek, 7 maja 2012

Nulek - najgorszy klucznik świata

Aj, Nulek, Nulek... Czy ty się znów przypadkiem nie pakujesz w kłopoty? Zawsze twierdziłaś, że lubisz sytuacje proste i jasne, jak trasa między Wrocławiem a Krakowem, którą dziś znów pokonałaś w ekspresowym tempie, ścigając się ze zmęczeniem... A mimo to głową naprzód, na ślepo, ładujesz się znów w coś, czego nie potrafisz - a może nie chcesz - nazywać. I kluczysz, kluczysz, byle tylko nie odsłonić swoich kart i swoich prawdziwych uczuć. Zmęczenie - to z autostrady - minęło jak ręką odjął, ustępując kolejnemu dyżurnemu przy Twojej głowie - wiernemu jak pies niepokojowi. 

Taka byłaś zawsze, odkąd pamiętam. Rozpaczliwie próbując nadać swojemu światu pozory równowagi, potrafiłaś dokonywać cudów w dziedzinie słownej akrobatyki, byle tylko ominąć niewygodny - dla Ciebie lub innych - temat. "Lanie wody" - tak to określał Twój pan od polskiego w liceum. "Wrodzona dyplomacja" - twierdzili autorzy Twoich horoskopów (Waga, w dodatku z pierwszego dnia jesieni - taktowna, dyskretna, unikająca konfrontacji, ceniąca harmonię, nawet kosztem prawdy?). "Tchórzostwo" - tak w końcu zaczęłaś nazywać to sama.


poniedziałek, 26 marca 2012

Refleksje Jasia Wędrowniczka z PKP w tle

Weekendowe podróże pociągiem - już prawie zapomniałam, jak to jest, od kiedy mam pod ręką moją ukochaną Białą Strzałę. Gdzież te czasy, gdy co drugi lub co trzeci tydzień wskakiwałam do pospiesznego i gnałam po 500 kilometrów, by spędzić choć trochę czasu z rodziną i chłopakiem, który został w rodzinnym mieście, gdy tymczasem ja podbijałam Kraków... Minęło kilka lat, dom rodzinny odwiedzam teraz najwyżej 5-6 razy w roku, po tamtym wieloletnim związku zostało mi trochę sentymentu i dobrych wspomnień, a pociągi... cóż, pociągi zamieniłam na moją małą limuzynę. :-)

Wystarczyło jednak, że usłyszałam charakterystyczny stukot, poczułam typowo pociągowe kołysanie, a wspomnienia dawnych wycieczek wróciły ze zdwojoną mocą. Przy okazji zaś odezwały się też moje stare nawyki. A właściwie - jeden z nich. I właśnie o nim będzie ten wpis.

Podobno każdy z nas ma coś - jakąś pasję, hobby, ulubioną czynność - którą potrafi się zajmować w KAŻDYCH warunkach. Dla jednych będzie to czytanie, dla innych - układanie wierszy, dla jeszcze innych - szydełkowanie... ;) Ja też mam takie swoje ukochane zajęcie, któremu mogę się oddawać bez względu na okoliczności. Zawsze. Wszędzie. I niezależnie od towarzystwa.

To spanie. :-)


poniedziałek, 13 lutego 2012

W półśnie

Czasami - choć już coraz rzadziej - zdarza mi się w półśnie, nad ranem lub tuż przed zapadnięciem w objęcia Morfeusza - usłyszeć dźwięki, które w ciemności brzmią dziwnie znajomo...

Skrzypienie drzwi, ciche kroki, czasem szmer rozmowy lub westchnienie. 
Wybudzam się wtedy nagle i - nie do końca przytomna - myślę, że jestem w domu. W Grodzisku. Że słyszę mamę, krzątającą się po nieodległej od mojego dawnego pokoju kuchni. Że to wielkopolski poranek wywołuje mnie ze snu...

Otwieram oczy - a tutaj tylko krakowska, samotna noc.
I na chwilę przestaję oddychać, przytłoczona ogromem tęsknoty za domem, w którym jest ktoś prócz mnie samej.

Na chwilę.