Powolne, stopniowe popadanie w stany depresyjne zupełnie nie jest w moim stylu. Zdarzają mi się natomiast nagłe ataki zniechęcenia, wywołane zazwyczaj "zmęczeniem materiału" i kumulacją rozmaitych stresogennych czynników. Wiadomo, na pochyłe drzewo wszystkie kozy (a nieraz i osły) skaczą, nieszczęścia chodzą parami tudzież w większych grupach, a biednemu zawsze wiatr w oczy. I piasek. I kłody pod nogi. Ot, prawo kumulacji. Tak jak dziś.
Początek dnia zapowiadał się nawet nieźle i - dopóki byłam w pracy - nie miałam powodów do narzekań, mimo kilku niemiłych niespodzianek i zaskakującego ataku z najmniej spodziewanej strony... Tak to już bywa, gdy się pracuje z ludźmi - a i tak bilans emocjonalny wychodzi mi zawsze na plus.
Niestety, z pracy, z tego ciepłego, przytulnego biura, trzeba czasami wyjść. Prosto w rzeczywistość, która potrafi dobić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzydota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzydota. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 28 maja 2013
niedziela, 10 lutego 2013
Tyle jeszcze muszę znaleźć
Podczas pamiętnej grudniowej przeprowadzki z Krakowa do Poznania nie korzystałam z lusterka wstecznego w pożyczonym od kuzyna samochodzie - wyładowany po dach bagażnik skutecznie pozbawił mnie tego luksusu. Teraz myślę, że ową szaleńczą jazdę można uznać za metaforę doskonale obrazującą moje podejście do przenosin. Bez zastanowienia ruszyłam przed siebie, nie oglądając się na to, co zostawiam. Musiałam - inaczej nie udałoby mi się dokonać tego przeskoku w odpowiednio szybkim tempie.
Nie jest to bynajmniej typowe dla mnie zachowanie: na co dzień miewam zdecydowanie bardziej refleksyjne podejście do życia i potrafię w myślach wracać do minionych wydarzeń wielokrotnie, analizując je wciąż na nowo i wciąż na nowo zastanawiając się nad sensem tego, co widziałam lub przeżyłam.
Prowadzenie bloga zdecydowanie mi to ułatwia. Nigdy wcześniej nie cierpiałam na chorobę zwaną pamiętnikarstwem, więc fakt, że mogę w każdej chwili zerknąć do archiwum i przekonać się, co myślałam o sobie i o świecie dokładnie 365 dni temu, stanowi dla mnie pewną nowość, choć przyznaję, że nie zawsze są to przyjemne konfrontacje...
Nie jest to bynajmniej typowe dla mnie zachowanie: na co dzień miewam zdecydowanie bardziej refleksyjne podejście do życia i potrafię w myślach wracać do minionych wydarzeń wielokrotnie, analizując je wciąż na nowo i wciąż na nowo zastanawiając się nad sensem tego, co widziałam lub przeżyłam.
Prowadzenie bloga zdecydowanie mi to ułatwia. Nigdy wcześniej nie cierpiałam na chorobę zwaną pamiętnikarstwem, więc fakt, że mogę w każdej chwili zerknąć do archiwum i przekonać się, co myślałam o sobie i o świecie dokładnie 365 dni temu, stanowi dla mnie pewną nowość, choć przyznaję, że nie zawsze są to przyjemne konfrontacje...
czwartek, 16 sierpnia 2012
Wiedźma w sukience. Wyznanie eks-chłopczycy
To urocze, jak wymyślnymi niekiedy nazwami rodzice potrafią się zwracać do swoich pociech. Te wszystkie Myszki, Pączusie, Robaczki, Niunie... Do mnie mama, tata i babcia mówili najczęściej: "Ty łobuzie nicpoty!",albo "Ty mały rojbrze!". I - co tu kryć - mieli rację, chociaż oceniając mnie wyłącznie po zachowanych zdjęciach z wczesnej młodości, nikt nie wpadłby na to, że w tym pucołowatym i uśmiechniętym szeroko stworzonku drzemią takie pokłady energii do łobuzowania...
Stylówka a la Czerwony Kapturek ;-)
Tylko koszyczka brak...
Tylko koszyczka brak...
piątek, 10 lutego 2012
Post poniekąd ornitologiczny
Już pewnie nie pamiętasz, kiedy po raz pierwszy pojawiło się uczucie, że coś jest nie tak. Coś nie pasuje. Czy przyszło ono nagle, czy może zanosiło się na nie od dawna? Co czułaś? Rozczarowanie? Wstyd? Gniew? Czy tylko zaskoczenie?
Odświeżę Ci pamięć.
Miałaś wtedy jakieś 8 lat. Rozczochrana mała chłopczyca z wiecznie porozbijanymi kolanami, zapamiętała wielbicielka "Policjantów z Miami" i zabawy w podchody. Do kompletu - młodsza siostra, 2-letni pucołowaty aniołek z wielkimi niebieskimi oczkami oraz brązowymi lokami dookoła kształtnej główki.
Jesteście z tatą w wypożyczalni filmów video. Stoicie obok półki z bajkami. Mała zapatrzona w kolorowe obrazki - jest początek lat 90. XX wieku, feeria kolorów to wciąż zjawisko nowe i fascynujące po latach peerelowskiej szaroburości. Trudno jednak skupić się na chłonięciu wzrokiem tej enklawy zachodniego kolorystycznego dobrobytu, bo ni stąd, ni zowąd podchodzi do Was właścicielka wypożyczalni. Podchodzi, kuca i zaczyna zachwycać się małą - jakież to śliczne dziecko, a te oczka, a ta buźka, a te loczki, a te policzki, masz dziecko kolorowaneczkę, taka śliczna jesteś, no masz, nie wstydź się, taki aniołeczek uroczy...
Odświeżę Ci pamięć.
Miałaś wtedy jakieś 8 lat. Rozczochrana mała chłopczyca z wiecznie porozbijanymi kolanami, zapamiętała wielbicielka "Policjantów z Miami" i zabawy w podchody. Do kompletu - młodsza siostra, 2-letni pucołowaty aniołek z wielkimi niebieskimi oczkami oraz brązowymi lokami dookoła kształtnej główki.
Jesteście z tatą w wypożyczalni filmów video. Stoicie obok półki z bajkami. Mała zapatrzona w kolorowe obrazki - jest początek lat 90. XX wieku, feeria kolorów to wciąż zjawisko nowe i fascynujące po latach peerelowskiej szaroburości. Trudno jednak skupić się na chłonięciu wzrokiem tej enklawy zachodniego kolorystycznego dobrobytu, bo ni stąd, ni zowąd podchodzi do Was właścicielka wypożyczalni. Podchodzi, kuca i zaczyna zachwycać się małą - jakież to śliczne dziecko, a te oczka, a ta buźka, a te loczki, a te policzki, masz dziecko kolorowaneczkę, taka śliczna jesteś, no masz, nie wstydź się, taki aniołeczek uroczy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
